Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 grudnia 2012

Absurd na absurdzie jedzie i absurdem pogania

Kiedy po raz pierwszy, dawno temu, usłyszałam w radiowej Trójce transmisję z obrad Sejmu, byłam przekonana, że to skecz kabaretowy. Przydługi, ale naprawdę zabawny. Wysłuchałam do końca, żeby poznać autora.

O, zgrozo.

A teraz, zamiast słuchać kabaretowych skeczów, czytam sobie doniesienia prasowe. Kiedyś czytała Borisa Viana, ale on się już do naszych mediów nie umywa.
Przypuszczam, że najlepsza szopka mnie jednak omija, bo zapis video ze względu na swoje tempo mnie męczy, i telewizji też nie oglądam. Ale doniesienia pisane prawdopodobnie niewiele ustępują tym filmowym. A i tak działają lepiej niż kawa, którą ze względów wiadomych powinnam ograniczać.

Codziennie tworzy mi się lista absurdów. Kiedyś potrzebowałam tygodnia na znalezienie naprawdę dobrego - czego, właśnie, czego? Idiotyzmu? Niedopatrzenia? Głupoty? - teraz jeden absurd goni drugi i czasami nie nadążam.

Na przykład dziś:

1. Szwedzki artysta namalował obraz popiołem z pieca krematoryjnego na Majdanku.

"Ukazały mi się postacie, jakby popiół zawierał energię, wspomnienia lub dusze ludzi, ludzi torturowanych, dręczonych i mordowanych przez innych ludzi w jednej z najbardziej bezwzględnych wojen XX wieku" - mówi autor, którego nazwiska nie podam. I oburza się, że potomek jednego z tam zamordowanych krytykuje dzieło... bez jego obejrzenia.

2. Magdalena Środa w felietonie o oknach życia.

Otóż należy je zamknąć. Bowiem dziecko ma prawo poznać rodziców (Ciekawe. Punkty poboru spermy i komórek jajowych też pozamykać?) "Aborcja jest nielegalna, procesy adopcyjne są trudne, dzieci przysposobionych do adopcji - bardzo mało. Może zamknięcie okien życia wymusi na rządzie jakiś ruch w kierunku edukacji seksualnej, uznania reprodukcyjnych praw kobiet, uznania praw dzieci (nie tylko do życia, ale godnego życia), wreszcie zracjonalizowania adopcji.

Tak się składa, że okna życia są objęte uproszczoną procedurą adopcyjną.
"Powiedziała, co wiedziała, i czym prędzej odleciała" - że sobie tak zacytuję klasyka.

3. Prokuratura oznajmiła, że trotyl był. Ale mogła też być pasta do butów. Producent aparatu powiedział, że jak trotyl, to na pewno nic innego. TVN podał, że producent powiedział, że jak trotyl, to równie dobrze coś innego.


Oklaski. Kurtyna opada z hukiem, ucinając łby artystom.
[Och, czy to nie była przypadkiem mowa nienawiści? Dobrze, że nie jesteśmy na kazaniu...]

środa, 1 sierpnia 2012

Bunt

Zebrało mi się na bunt.
Taki zwykły, ludzki. Obywatelski.

Przeciwko homo-parom które chcą być uznane za małżeństwa, choć ekonomia radzi, by nigdy tego nie robić. O zdrowym rozsądku nie wspominając.

Przeciwko polityce polegającej na przedstawianiu siebie i swoich licznych porażek jako sukcesów, propagandzie dobrobytu, wydawaniu państwowych (również moich) pieniędzy na nie wiadomo co, a na pewno nie na to, na co nas stać.

Przeciwko antydemograficznej propagandzie tych, którzy na niej zarabiają.

Przeciwko ludziom, którzy - świadomie albo zmanipulowani - zakłamują historię.

Przeciwko wszystkim tym grupom interesu, w których interesie nie leży interes Polski.

Przeciwko chamskiemu antyklerykalizmowi, który musi posiłkować się kłamstwem, by zasiać zamęt.
Przeciwko całemu temu kłamstwu, w którym przyszło mi żyć.
A kto jest ojcem kłamstwa, wiadomo.

Mam dość demokracji, która jest kpiną z demokracji, kapitalizmu, który jest iluzją kapitalizmu. Skorumpowanej władzy i nieudolnej opozycji.

Mam dość krzywdzącej polityki wyciągania pieniędzy z najpłytszych kieszeni.

Mam dość ideologii pieniądza i władzy na najwyższych szczeblach, żałosnego przytakiwania na niższych i zidiocenia na najniższych, podłączonych do telewizora jak do życiodajnej kroplówki.

I co mam z tym buntem zrobić?

Zamarynować jak ogórki?

piątek, 6 lipca 2012

Dziennikarstwo, teza i irytacja

Uch, jak mnie denerwuje takie "dziennikarstwo"!

Rozumiem, że media w Polsce muszą polaryzować obywateli, żeby wyraźnie było widać, kto gdzie siedzi albo stoi, bo wyraźne kontrasty są niezastąpione w medialnej narracji, a rzeczowe historie - zwyczajnie nudne, nie to, co gra na emocjach. 
Rozumiem, że od mediów internetowych, wbrew ich pre-tendencjom, nie należy wymagać zbyt wiele, a już zwłaszcza od tzw. publicystyki, ale są pewne granice. Pisanie artykułów pod tezę uważam po prostu za koniec dziennikarstwa. I już. Pod tezę to sobie można pisać felietony, a i tak zaraz ktoś coś wypomni.

Tym razem ofiarą moich żądań padła ofiarą dziennikarka wp.pl. Żądań rzetelności, oczywiście.
Napisała ona, w ramach raportu specjalnego o in vitro, tekst. Temat nośny, chodliwy i emocjonalny. I bardzo denerwujący dla kogoś, kto o in vitro i okolicach wie nieco więcej, niż to, że chodzi o jakieś dziecko z probówki.

I cóż my mamy w tym tekściku?
Wszystko, ach, wszystko. I nic zarazem.
Tekst znalazł się w dziale wiadomości, bo nie ma niestety działu "quasi-reportaż zaangażowany z tezą".
Jak napisać ów nowy wybryk gatunkowy?

Po pierwsze: wybrać tezę. Najlepiej chodliwą. Taką, co budzi emocje.
Po drugie: dobrać do niej bohaterów. Najlepiej z parciem na media, żeby było łatwo. Albo takich, którzy akurat potrzebują promocji i nie odmówią.
Po trzecie: zadbać o to, żeby bohaterowie mówili językiem barwnym, soczystym, emocjonalnym. I krytycznym wobec przeciwników tezy. Niech obrażają, niech mówią nieprawdę - to ich nieprawda, każdy może mieć własną.
Po czwarte: dla zmylenia przeciwnika wstawić ze dwie wypowiedzi zwolenników anty-tezy. Krótkie, zwięzłe, bez emocji.
Po piąte: z dostępnych faktów wybrać te sprzyjające. O reszcie się nie nawet zająknąć, żeby nie zepsuć tezy.
Po piąte: mówić do emocji, nie do rozumu. Czytelnicy nie myślą przecież logicznie, tylko emocjonalnie, więc i dziennikarz powinien.
Po szóste: porównywać. Dużo porównywać. Zwolenników tezy do ludzi wcześniej obdarzonych społecznym szacunkiem (o ile da się takich znaleźć). Przeciwników tezy do ludzi ograniczonych. Problem do innych, poważnych problemów, które zostały już "oswojone" (na zasadzie: i proszę, tamto się dało, i to się uda".


Efekty przeczytajcie sobie sami tutaj.

Nie oczekujcie rzetelności, bezstronności, zbierania wszystkich opinii, próby przedstawienia rzeczywistości inaczej niż na czarno-biało. Nie oczekujcie, że się czegoś dowiecie. Nie oczekujcie w zasadzie niczego. No, może poza irytacją. Bo z tekstu wynika, że PiS to barbarzyńcy. Kościół chce niesuwerennej Polski. Demokracja nie polega na rządach większości. In vitro to sposób leczenia, dzieci "z próbówki" są przez społeczeństwo polskie dyskryminowane, a zamrożone zarodki nie mogą stanowić przeszkody na drodze do szczęścia bezpłodnym rodzicom. I tyle.

Nic nowego. Nawet irytacja jak zwykle.

A mnie się wciąż czasem marzy, że dziennikarstwo podnosi się z ruin.
Ech.

poniedziałek, 14 listopada 2011

Montaż słowno-słowny

Polacy nie gęsi, swój język mają. W gębie. I go nie zapominają nigdy, a już najrzadziej - w tzw. publicznych debatach.

Stajemy się powoli narodem publicystów i protestantów. Publikujemy swoje odczucia (zwłaszcza te polityczne) oraz protestujemy przeciwko temu, co nam poddadzą na fejsbuku.

Nasz sport narodowy to nie piłka nożna, tylko bicie piany.

Nasi (choć piszę to z wahaniem) politycy włóczą się po sądach, chyba z braku rozrywki, bo znudziła im się kulturalno-(dez)informacyjna papka serwowana ze srebrnych ekranów. Jak nie Kaczyński Palikota, to Palikot Kaczyńskiego. I może jeszcze stara, czerwona lewica coś dołoży, Nowicka Wanda się odwoła i zaskarży, a Maziarski Wojciech zawiadomi prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez zgromadzenie marianów.

Lewica mówi, że wolnoć, Tomku. Prawica dodaje, że nie w naszym, polskim domku. Im więcej tłuką nam do głów przedstawiciele nurtów wielce liberalnych, tym więcej mówi prawica, skarżąc się na postępującą degrengoladę, upadek wartości konserwatywnych i patriotyzmu. Lewica szarżuje, prawica utyskuje (nie, nie mam tym razem nic do premiera).

Wszyscy gadają. Wszyscy gadamy, powinnam dodać sprawiedliwie.
Jesteśmy społeczeństwem gadających głów. Politycy w mediach. Media też w mediach. Reszta w social mediach, i po każdym "lubię to" czy przyczepieniu sobie nalepki czuje owa reszta, że dała wyraz swoim odczuciom. Że protestowała. Że działa.

O, piękne złudzenia. Aż się przypomina Polska Partia Protestująca (kto nie zna, temu przytoczę:

"Polska Partia Protestująca
protestuje zawsze do końca
w swych protestach nieustająca
P!P!P!"

A, jeszcze w pochodach umiemy chodzić. I nie jest to pozostałość po czasach słusznie minionych, bo moje pokolenie chodzi, a czasów z autopsji nie zna.

Takie mamy obywatelskie działanie.

Na szczęście są skowronki w postaci ruchów oddolnych, forsujących projekty ustaw, albo walczących z pornografią.

Ale i tak mam nieodparte wrażenie, że prawica więcej mówi, a lewica więcej działa. Żeby wprowadzić "duży, czterdziestomilionowy, europejski - że sobie zacytuję - kraj" w stan coraz większej nietolerancji dla "nietolerancyjnych", trzeba naprawdę solidnych, dobrze przemyślanych i zorganizowanych działań. Żeby ustami obywateli zachęcać do działań przeciwko państwu - to wymaga umiejętności.

Szkoda, że nie ma ich prawica. Walka byłaby bardziej wyrównana.

niedziela, 13 listopada 2011

A taka miła była niedziela

- Co robi Nergal w sejmie?
- Palikota.
[źródło: bankier.pl]

Historia rodzi się na naszych oczach.

Jak wiadomo, poród ma dwie fazy: pierwszą, długą i coraz bardziej bolesną, oraz drugą, o wiele krótszą, nieco krwawą i zazwyczaj zakończoną sukcesem.

Wnioskując z informacji z ostatnich dwóch tygodni, do główki jeszcze daleko.

Nowicka wicemarszałkiem.
Pisze na blogu:
"I też mogłabym powiedzieć; że pani Najfeld została wynajęta przez organizacje kościelne, koncern ojca Rydzyka i międzynarodowe sieci fanatyków religijnych działających na szkodę kobiet w celu pozbawienia kobiet ciężarnych ich prawa do życia."

Szczuka własną piersią (a nawet dwoma) broniła Warszawy przed faszystami.

Magdalena Środa w wywiadzie dla "Polska The Times"

"Ale też ja nie jestem człowiekiem lewicy. Jestem liberałką. A właściwie socliberałką."

Serwis Facet.onet o Nergalu:

"Bez względu na kontrowersje, które wywołuje trzeba mu przyznać, że ubiera się nieźle. Jednocześnie nie poddaje się ślepo aktualnie panującej modzie. Dlaczego miałby to robić, skoro neutralne kolory i ciekawe kroje pasują do niego najlepiej? Trudno wyobrazić sobie Nergala w seledynowych spodniach i zwiewnym kardiganie. Łatwiej - w skórzanej kurtce czy w ubraniu przywołującym na myśl kreacje haute couture. To naprawdę modny gość."

Maziarski o Bonieckim:

"Nazwijmy rzecz po imieniu: ten religijny knebel jest w istocie przestępczym złamaniem konstytucji."

Gdzie ta główka?
Zapytajmy pana Palikota.

czwartek, 3 listopada 2011

Boniecki - tak, Kościół - nie

Ależ się zrobiło halo. Pewien zakonnik, który ślubował posłuszeństwo swojemu przełożonemu, przedkładając tym samym jego decyzje nad własny rozsądek, został "uciszony".

Uciszenie wygląda tak:

"Decyzją przełożonego prowincji ksiądz Adam Boniecki ma na razie ograniczyć swoje wystąpienia medialne do Tygodnika Powszechnego. Żadne inne ograniczenia w stosunku do dotychczasowej działalności ks. Bonieckiego nie zostały na niego nałożone."

Komentarze na facebookowej stronie "Wspieramy x. Bonieckiego":

"Kościół katolicki w polsce jest skostniały i zaściankowy. Kieruję się tylko wlasnymi interesami. Tępi każdego katolickiego intelektualistę który ośmieli się mieć zdanie odmienne od zdania hierarchii."

"Oddajcie ks. Bonieckiego!"

"Proszę nam oddać ks. Bonieckiego - jest jedynym mądrym (z tych wypowiadających się publicznie) człowiekiem w polskim kosciele katolickim i chcemy go słuchać (mowię to jako osoba niewierząca i nie mająca z KK nic wspólnego)"

"To cenzura jaką już mieliśmy przez kilkadziesiąt lat!"

"Jedyny mądry człowiek w ciemnogrodzie."

"Jeszcze raz pokazał kościół jaki jest obłudny.Ale wiadomo jest że te wszystkie kościelne mądrości są dla ciemnego ludu."

"Że też spaślaki w czerwonych, ozdobionych firanką sukienkach równie odważnie jak księdzu Bonieckiemu nie zamkną mordy radiu co ma ryja i jego naczelnemu złodziejowi..."

"Mam klasyczne mieszane uczucia. Z jednej strony ksiądz Boniecki to chrześcijanin dla otwartych, postępowych inteligentów. Z drugiej - co on ze swoją osobowością przez tyle czasu robi w instytucji tak amoralnej i szkodliwej jak KK?"

Och, jak ci wszyscy spoza Kościoła uwielbiają się mieszać w kościelne sprawy! A jak Kościół się miesza w sprawę krzyża w miejscach publicznych, podnoszą krzyk.

Zaraz mi tu ktoś wytknie, że wypowiedzi x. Bonieckiego nie były tylko sprawą Kościoła, ale publiczną, skoro wypowiadał się publicznie. Tylko, że sprawa posłuszeństwa przełożonemu jest sprawą wewnątrzkościelną.

Zjawisko jest niepokojące i ostatnio narasta.

A poza tym mam wrażenie, że prowincjał zdecydował, jak zdecydował, żeby uniknąć zwyczajnej w takich sytuacjach nagonki na Kościół, trąbienia o rozłamie, przepytywania na okoliczność wszystkich medialnych ludzi Kościoła i takich z nagonki też, wyrażania akceptacji dla bohatera przez lewicę, szargania dobrego imienia Kościoła itd.

Właściwie to dobre mamy czasy: zmuszają nas do myślenia.

czwartek, 6 października 2011

Wyborcze rozterki

Lis zmiażdżony w rozmowie z Kaczyńskim.

Czemu, na litość, [spadająca] gwiazda polskiego dziennikarstwa pyta lidera opozycji o takie straszliwe pierdoły? Te kilka milionów Polaków, o których interes tak dbał pan magister, nie miało szans dowiedzieć się wiele o pomyśle na politykę Jarosława.

W Krakowie - metoda na Wałęsę: Majchrowski rekomenduje [ach, jakie imponujące słowo] na senatorów. Tyle, że ręki nie podaje, a wspólne zdjęcie równie dobrze mógł zrobić nie fotograf, a fotoszop.

No i każdy ma własny sposób na wybory.

Większość partii, na szczęście, skupia się na swoim programie i osiągnięciach. PSL podsumowuje ostatnie cztery lata. PJN przedstawia swoje pomysły na poprawę stanu rzeczy. KNP stara się nadrobić braki w okręgach wyborczych. PD pokazuje sceny z życia partii. SLD przedstawia swoich kandydatów. PiS oprócz dziękowania premierowi ma w zanadrzu konkrety.

Kilka ugrupowań ma za to problem z autopromocją i zamiast przedstawiać siebie, pokazuje innych (w domyśle: tych złych). PO, na przykład, straszy PISem i kibolami. "Jeśli jesteś zaniepokojony i nie chcesz obudzić się 10 października w Polsce rządzonej przez PiS i kiboli, to wyślij ten film wszystkim znajomym i idź 9 października głosować." - pojawiło się na stronie Wybory2011 w zakładce PO. Tam, gdzie filmiki z serii "Psychoza i Spisek" (A ja, o naiwności, myślałam, że to kabaret...). Ruch Poparcia Palikota też ma kłopot ze zdefiniowaniem siebie bez używania sobie na PiS. Za to ich banner powiewa nad stroną. Ciekawe.

Do autobusu wsiadła najpierw pani z GPC, potem pan z ND. Nikt inny niczego nie czytał. Na starym, poGSowskim sklepie - reklamy GPC oraz programu PiS. Nowa Huta wita.

To mogą być bardzo ciekawe wybory.

czwartek, 28 października 2010

Palenie kota

"Palenie kota" można zdefiniować następująco:

"czynność wykonywana przez dziennikarzy nie respektujących podstawowych zasad dziennikarskiego kodeksu etycznego, jakimi są rzetelność i obiektywność przekazu".

najstarszym historycznym poprzednikiem "palenia kota" było "mydlenie oczu". Później medioznawcy wypracowali nowocześniejszy termin: "dezinformacja".

Kolejnym historycznym etapem tego ciekawego zjawiska jest "palenie kota". Kot, jaki jest, każdy widzi, a ci, którzy mieli z tym ciekawym zwierzątkiem bliższy kontakt, wiedzą, jakie ów kot ma możliwości, nawet, kiedy nie płonie. Palenie doprowadza go do specyficznego rodzaju zachowań, które psychologia zwierząt domowych opisuje jako "napad szału ze strachu połączony z intensywnym dymieniem". "Kot podpalony zaczyna stanowić dominujący element otoczenia, nic bowiem nie zwraca takiej uwagi, jak oszalałe ze strachu, miauczące wniebogłosy i wydzielające gęsty dym zwierzę" (J.M. Psizór, 1999)

Medioznawcy przejęli na swój użytek ów jakże przemawiający do wyobraźni opis dla jak najlepszego zobrazowania kolejnego historycznego etapu rozwoju intrygującego zjawiska braku obiektywności połączonego z manipulacją dokonywaną na informacji.

Nie wiadomo, czemu oni się tak dziwią.
Jak wszyscy dobrze wiemy, obiektywizm nie istnieje.

czwartek, 20 maja 2010

Poranny skok ciśnienia

Zostałam poproszona o poprowadzenie spotkania z Tomaszem Terlikowskim. A że to mój temat, ale zupełnie nie mój format, wstałam bladym świtem, żeby się przygotować. Przeglądając blogowe wpisy TT, trafiłam na link.

Link był do mojej ulubionej GW.

A konkretnie - do komentarza niejakiej Katarzyny Wiśniewskiej.

Jak podaje Wp.pl, Katarzyna Wiśniewska, rocznik 1979, jest absolwentką filozofii i podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2005 r. jest dziennikarką „Gazety Wyborczej”, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku”, „W drodze” i „Azymucie”. W 2007 roku Stowarzyszenie Wydawców Katolickich przyznało nagrodę Małego Feniksa dla dziennikarzy za promowanie w mediach książki katolickiej.

Jej komentarz ma tylko kilka linijek. Ale jest małym dziełem sztuki uprawianej ostatnio przez GW, konkurencyjnie do niektórych sprzedających się w milionowych nakładach tytułów, o profilu przygotowanym specjalnie dla Polaków.

Moje ulubione zdanie:

[Rada Episkopatu ds. Rodziny] "posegregowała katolików na tych, którzy mogą przystępować do komunii, i tych, którym tego nie wolno. To wyjątkowo obraźliwe i krzywdzące."

Ależ oczywiście. Szkoda, że nie zauważyliśmy tego wcześniej. Wszyscy rozwodnicy żyjący w nowych związkach też są segregowani! A o tych w stanie łaski uświęcającej i tych chwilowo jej pozbawionych lepiej już nawet nie wspominać... Kościół segreguje już od czasów swojego powstania! Co za koszmar, że odkryliśmy to tak późno!

A oto, co zdecydowała Rada:

"Ci, którzy je [dzieci w stanie embrionalnym] zabijają, i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy".

I nagle mamy całe mnóstwo specjalistów od dogmatyki, którzy krzyczą, że nie ma dogmatu w sprawie in vitro, więc Kościół nie może niczego zabraniać ani nakazywać. Bo nawet papież jest "nieomylny tylko w kwestiach teologicznych" - zauważa świeżo upieczony dogmatyk GW, którego nazwiska z litości nie podam. Stwierdzenie o "nieomylności w kwestiach wiary i moralności" chyba nie obiło mu się o uszy. Zresztą słusznie. In vitro z moralnością niewiele ma wspólnego.

Najwyraźniej jednak mamy za mało kanonistów.

Kodeks Prawa Kanonicznego, obowiązujący, nota bene, wszystkich katolików w Polsce, mówi jasno w kanonie 753:

"Chociaż biskupi, pozostający we wspólnocie z głową Kolegium [papieżem] i członkami, czy to pojedynczy, czy zebrani na Konferencjach Episkopatu [...] nie posiadają nieomylności w nauczaniu, są jednak w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni obowiązani są okazać religijne posłuszeństwo."

Ciekawostka. Wygląda na to, że Rada mogła zabronić przyjmowania Komunii, i to zgodnie z prawem kanonicznym.

Tyle się Wyborcza natrudziła, żeby sztywny i przywiązany do tradycji i dogmatów Kościół zaczął wprowadzać zmiany - i proszę.
Podziałało.

Teraz pozostaje nam tylko opłakiwać jakość naszego pseudo-dziennikarstwa.

sobota, 15 maja 2010

Nad podziały wylatuj

Przy okazji śmierci papieża, a teraz znowu po katastrofie pod Smoleńskiem, o której nie trzeba mówić "katastrofa pod Smoleńskiem", tylko wystarczy pogrzebowym tonem powiedzieć "katastrofa" - zachłysnęliśmy się narodową jednością.

Że tak wszyscy razem idą i czują.

A potem nastrój żałoby po katastrofie uleciał, spotkał się wpół drogi z opadającymi podziałami i nastąpił okres żałoby po jedności narodowej.

Media, które tak akcentowały jedność, teraz piętnują podziały społeczeństwa, które dokonują się w czasie "wyborów sprintem". Że nad świeżo usypanymi grobami szarpiemy się o niewielki i pocerowany, ale nasz postaw sukna.

A nie, przepraszam. To nie my się szarpiemy. To politycy się szarpią. Politycy, ci tam na górze, co ich w telewizji pokazują, co sobie patrzą na ręce i rozpoczęli już wyścig do prezydenckiego stołka.

Bijcie na trwogę! PiS i PO dzieli między siebie Polskę!

Tak jakby celem społeczeństwa było posiadanie jednej opinii na każdy temat. Jednej, jedynej, słusznej opinii. Owszem, były takie systemy, i na razie z ulgą się z nimi pożegnaliśmy, choć nigdy nic nie wiadomo, bo wciąż mamy ekspertów od zamawiania pięciu piw.

Jeśli w pięcioosobowej rodzinie istnieją znaczące różnice poglądów, to czemu nie miałoby ich być w pięćdziesięciomilionowej? Zadaniem polityków jest wtedy rozsądnie pogodzić sprzeczne opinie tak, by wynikło z tego dobro dla Polski.

I to jest ta osławiona jedność: zwyczajna dbałość o wspólne dobro. Połączona z umiejętnością znajdowania kompromisów.

Więc nie należy przejmować się tymi, którzy krzyczą: "Była jedność, ale teraz wy nie chcecie głosować na Komorowskiego i wszystko zepsuliście!".

A teraz rzucam dziennikarstwo i oddalam się, by założyć własną partię.
Chociaż - sądząc z przykładu niektórych - wcale nie muszę.

poniedziałek, 10 maja 2010

GW ma problem z WG

Oderwałam się od pisania licencjatu. Licencjatu, nota bene, o dziennikarzach śledczych oraz tym, co odróżnia dziennikarstwo śledcze od reszty.
A co odróżnia?
Na przykład niezależność.

A dlaczego się oderwałam?

Z powodu tytułu pewnej wiadomości. O dziennikarzu śledczym, Witoldzie Gadowskim.
Brzmi on tak:

"Przyjaciel Ziobry bierze TVP 1".
To Newsweek.
Treść artykułu jest idealną ilustracją wykładu zatytułowanego "Manipulacja w mediach". Oraz "1000 wpadek prasy polskiej w latach 2005-2010" .

Moja ulubiona Gazeta załatwiła sprawę inaczej:
"TVP 1 z nowym dyrektorem na wybory" - informacyjne mistrzostwo.
Wcale nie zapowiada tego, co dzieje się w środku.

A dzieje się wiele.

Na przykład:

"O wartości swojej pracy ma niezwykle wygórowane mniemanie, uważając się za jednego z najwybitniejszych dziennikarzy w Polsce."

albo:

"Nominację Gadowskiego poprzedził przeprowadzony na łamach "Gazety Polskiej" atak na Hoflika" - mówi informator.

Informację podał "Presserwis", czyli serwis informacyjny PRESS, który chyba jakoś ominął dwa GrandPressy, które Gadowski dostał.

Tylko czekam, co napisze Jerzy U.

Kilka osób rozćwierkało się na Twitterze. Co pikantniejsze cytaty z bloga nowego dyrektora Jedynki krążą w sieci, podwojone, potrojone, poczworzone, a niedługo pewnie też przepoczwarzone.

Sam bohater dzisiejszych deznewsów milczy. Mimo, że jego życiorys wzbogacił się o kilka ciekawych, do tej pory chyba nawet jemu samemu nieznanych epizodów. Prawdopodobnie nie przejmuje się za bardzo. Sam powiedział kiedyś w wywiadzie: "Dyrektorem się bywa, a dziennikarzem się jest."

Gdybym była złośliwa i miała dwa razy więcej doświadczenia, napisałabym, że lewica w panice próbuje od progu zamieszać w umysłach i nie pozostawić żadnej wątpliwości, że teraz - jak nigdy - w TVP będzie rządził ten wstrętny PiS.

A jak PiS - znaczy, że nie lewica.

Czyli problem ma GW, a nie WG.

Ale tego nie napiszę. Wrócę do idealistycznych wywodów teoretyków dziennikarstwa śledczego, którzy widzą w nim ostoję demokracji i ponadpolityczne ściganie nadużyć władzy.
Jak na media przystało.

P.S. "Rzepa" też już zamieściła njusa. E.Ł. przynajmniej potrafi skorzystać z Wikipedii, i dodzwonić się do WG. I wspomnieć o innych niż polityka rzeczach, więc z biografii przedstawionej w "Rzepie" wynika, że jednak dziennikarz zasiądzie za sterami "Statku Pijanego" (że sobie pozwolę zacytować).

poniedziałek, 3 maja 2010

Wszyscy jesteśmy... manipulowani

Smoleńsk wciąż nie wychodzi ludziom z głów.
Media ciągle wracają do tematu.

Mnożą się podejrzenia, podziały ponad jednością. W zasadzie nie wiadomo, co było prawdziwe: ten ogólnopolski płacz nad trumnami, czy natychmiastowy powrót do starych politycznych kłótni.

Jak bardzo - albo jak mało prawdziwe jest to, o czym media mówią teraz? Ciekawe, czy nasze zmanipulowane pokolenie, zdumione sprawą zdjęć prezydenta, zastanawia się nad tym.

Niektórzy żałują, że nasza narodowa jedność trwała tak krótko, była tak nietrwała.

Ale przecież nic w tym dziwnego. Polityka zawsze dzieli. Musi dzielić, gdyby nie dzieliła, oznaczałoby to, że coś jest nie w porządku. Polityka bierze się z poglądów; naszych, konkretnych, jednostkowych poglądów. Poglądy biorą się z naszych przekonań, z hierarchii wartości, z kwestii, w których niemożliwy jest kompromis.

Tylko media próbują nas przekonywać, że powinno być inaczej.

A może tylko mi się wydaje?

A wydaje mi się wiele rzeczy. Zwłaszcza w tych sprawach, którymi bliżej się nie interesuję. Wydaje mi się, że to, co słyszę, czytam, oglądam - jest prawdziwe. Chociaż nie potrafię podać żadnych racjonalnych argumentów.
Gdzieś z tyłu głowy słyszę szepty: że PiS to zestaw oszołomów, SLD nie jest takie złe, lepsi skorumpowani lobbyści niż faszystowski prawicowy IPN, a Komorowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta. Geje są w porządku i należy im pozwolić, na co mają ochotę, a nie przezywać od pederastów. Kościół zamiata pod dywan, każdy proboszcz jeździ mercedesem, a biskupi - no, wiadomo co. Papież jest zbyt konserwatywny, feministki prześladowane, Tusk prowadzi racjonalną politykę przyjaźni z Rosją i mamy świetnych dziennikarzy śledczych.

Tak a propos - lepszy tydzień temu odbyła się w Genewie szósta światowa konferencja dziennikarstwa śledczego.

Poza Stanami i większością ustabilizowanych państw Zachodu, przyjechali dziennikarze śledczy z Nigerii, Ghany, Iraku, Jemenu, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Wietnamu, Panamy, Chin, Meksyku, Pakistanu, Ukrainy, Słowacji, Salwadoru, Kongo, Kenii, Somalii,Ugandy, Paragwaju, Ekwadoru i Albanii.

Gościem specjalnym był Roberto Saviano.

Z Polski nie było nikogo.
I nie przypuszczam, żeby nieprzekraczalną barierę stanowił język.

poniedziałek, 25 maja 2009

Generał do pani profesor

Oglądaliśmy salę.

Sala była w zasadzie kasynem oficerskim na Praskiej, a my przyjechaliśmy przed cudzym weselem zobaczyć białe obrusy i czerwone baloniki
w kształcie serc.

W biesiadnym namiocie nieopodal siedziała za stołami grupa staruszków ubranych w popielate, letnie garnitury.

Wyjrzeliśmy przez okno, ponarzekaliśmy na zbyt małą salę do tańca, sprawdziliśmy, czy krzesła są wygodne.
Później długo czekaliśmy na kierowniczkę.

Na zewnątrz, na schodach, grupa z namiotu ustawiała się do zdjęcia. Gdy skończyli, wyszliśmy na zewnątrz. "Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz gratuluję" - zza wianuszka starych garniturów nie było widać czytającej. Słyszeliśmy tylko jej charakterystyczny głos. "Podpisano - Wojciech Jaruzelski" - dokończyła z dumą, wzbudzając aplauz dziadków.

Potem jadła na tarasie obiad z kilkoma młodszymi kolegami z partii.

"Senyszyn się nieźle trzyma" - powiedziała portierka. "Wyszczuplała, i ładny kolor włosów ma".