Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyborcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyborcza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 października 2012

Wspanialec pani S.

Dziennikarka mojego ulubionego zamiennika kawy napisała przewspaniały komentarz do ostatniego głosowania nad projektem zakazującym aborcji. Oczywiście było to dawno temu, czyli przed weekendem, ale sprawa wciąż warta uwagi.

"Posłowie, którzy głosowali za dalszą pracą nad projektem zakazującym aborcji ze względu na ciężkie uszkodzenie płodu lub chorobę zagrażającą jego życiu, zdobyli punkty u ojca dyrektora. I z czystym sumieniem pójdą w niedzielę do spowiedzi."  - głosi lid owego wspanialca.



Z lidu jasno wynika, że pani redaktor uznała posłów popierających projekt za przedstawicieli jakiejś dziwnej pseudo-chrześcijańskiej sekty.
Dlaczego?
Ano żaden normalny katolik nie chodzi z czystym sumieniem do spowiedzi.

Co dalej?
Tylko lepiej. Czego się bowiem spodziewać po dziennikarce, która wiedzę o katolicyźmie czerpie najwyraźniej li i jedynie z faktu, że żyje w kraju okrzykniętym katolickim?

A więc: dla dzieci, które mają przed sobą dziewięć miesięcy życia w komfortowych warunkach w łonie matki, lepsza jest jak najszybsza śmierć, niż dożycie swojego czasu, jaki krótki nie miałby on być.
"Bóg tak chciał" - kpi sobie pani redaktor.

"Celem tego projektu jest zmuszenie kobiety do urodzenia, a nie zapewnienie dziecku humanitarnych warunków życia i śmierci. Posłów nie interesuje, że matka - by takie dziecko leczyć lub choćby tylko ulżyć mu w cierpieniu - musi chodzić po prośbie, bo zdrowotny "koszyk usług gwarantowanych" skrojony jest tak, by oszczędzać." - czytamy dalej.

Och, jakże ci wszyscy marni, zideologizowani dziennikarze lubią takie argumenty! Skoro prawo jest złe, nie zmieniajmy go, tylko pozwólmy na więcej zła. Państwo nie wspomoże? To zabijmy. Może tak samo należałoby postępować z przewlekle chorymi, a nawet z chorymi w ogóle? Skoro na wizytę u kardiologa na przykład trzeba czekać czasem półtora roku, dlaczego nie usuwać chorych, zamiast wreszcie zrobić porządek z idiotycznym systemem opieki zdrowotnej? Będzie mniej kłopotu.


To, oczywiście, nie koniec kwiatków. Otóż bowiem autorka sądzi, że według posłów, którzy byli za, matka "powinna być szczęśliwa, że Pan Bóg ją wyróżnił, dając wyjątkową szansę zapracowania na zbawienie. I niech dźwiga swój krzyż." I pyta na koniec - retorycznie - pani redaktor: "Ilu adoptowało takie [chore dziecko, które uniknęło rozczłonkowania bez znieczulenia i się urodziło] dziecko lub sponsoruje pomoc dla niego?"

I puenta:
"Ziobryści powołują się na nauczanie Jana Pawła II i swoją katolicką wiarę, którą postanowili narzucić wszystkim. Ta wiara zakłada miłosierdzie - ale o tym zapomnieli. Liczą na nagrodę w niebie. Tanio - cudzym kosztem."

Przypomina mi się dyskusja, którą nasz polski pan doktor od in vitro toczył z amerykańskim specem od naprotechnologii. Cały czas odwoływał się przy tym do wiary. Aż w końcu Amerykanin nie wytrzymał i zapytał, czy nasz rodak nie może zostawić wreszcie kwestii wiary i rozmawiać normalnie, jak naukowiec z naukowcem. Sic.

W tym właśnie problem wszystkich obrońców aborcji: nie mają argumentów. Muszą więc kpić, wyśmiewać katolicyzm jako broniący życia, robić szopkę, użalać się nad tymi, którzy użalania nie potrzebują, kłamać i  wskazywać złe rozwiązania socjalne, ale nie w celu ich usprawnienia, tylko jako usprawiedliwienie.

Nie mają argumentów, może poza słynnym "prawem do własnego brzucha" (a skoro matka ma prawo do brzucha, dlaczego dziecko nie ma mieć prawa do brzuszka?), poza klepaniem idiotyzmów o tym, że nie wiadomo, kiedy to coś w środku to jest człowiek, jakby genetyka miała dopiero zostać odkryta, poza zaśmiecaniem przestrzeni publicznej idiotycznymi dyskusjami o "wojnie światopoglądowej" i "zgniłych kompromisach".

Owszem, ten nasz obecny, aborcyjny kompromis jest naprawdę zgniły. Wystarczy poczytać o nadużyciach, o dzieciach, które mogłyby żyć, zostawianych na szafie w zimnej, metalowej misce, żeby sobie umarły i nie robiły kłopotu, wystarczy poobserwować rozpaczliwe próby szefa kliniki Dzieciątka Jezus, który - mimo, że to informacja publiczna, której nie może odmówić - nic nie chce powiedzieć o tym, jak wygląda legalna procedura aborcji. O kobietach, które ktoś zmusza do usunięcia dziecka, bo jest mu niewygodnie, a prawo nie bierze ich w obronę w żaden sposób.

Że za ostro? Że mogę mówić tylko w swoim imieniu? Że każda kobieta powinna decydować za siebie? Ależ tak. Tylko, że taka statystyczna kobieta zazwyczaj nie wie wszystkiego. Czy serce już bije? Czy dziecko będzie czuło ból? Jak będzie wyglądać "prosty zabieg"? Co z zaleceniem, żeby nie pokazywać kobiecie USG jej dziecka, bo mogłaby się rozmyślić? A wtedy kasa przepada...
A to wszystko ma przecież znaczenie, kiedy próbuje się podjąć tę koszmarną decyzję: zabić swoje dziecko, czy pozwolić mu żyć?
Że badania, sprawdzanie itp. mogą pomóc? A czy wyniki badań są pewne? Czy lekarze się nie pomylili?
W przypadku dzieci podejrzewanych o zespół Downa na przykład wystarczy zrobić badania o jeden dzień za późno - jeden dzień - żeby wskaźniki pokazywały, że dziecko może być chore. I to jest wskazanie do aborcji. Przeważająca większość takich podejrzewanych dzieci rodzi się zdrowiutka.

Tak, jak moje dziecko.


Czy o tym wszystkim wie pani redaktor Siedlecka, gdy tak gorliwie potępia podejście do kwestii życia i śmierci, prezentowane przez ludzi zastanawiających się nad kwestiami, które dla Siedleckiej są proste, by nie rzec: prostackie? Czy spróbowała czegoś się dowiedzieć, zanim napisała swój wspaniały komentarz? Czy ma jakieś konkretne argumenty - poza złym "pakietem socjalnym" - które mogłyby coś wnieść do dyskusji? Czy coś w ogóle wie na temat, na który tak chętnie, złośliwie i zajadle krzyczy?

Obawiam się, że nie. Że po prostu nie wie, o czym mówi, i dlatego może sobie jak potłuczona mówić tak swobodnie. Być może ją samą przeraża myśl, że miałaby się z niepełnosprawnym dzieckiem męczyć do końca życia, albo nawet te parę miesięcy po porodzie. W takim razie bardzo jej współczuję. Życzę, żeby kiedyś doświadczyła, jaka jest różnica między "zrobić dla swojego dziecka wszystko" a "zrobić dla swojej wygody wszystko".

A może chce po prostu zarobić punkty u naczelnego i z brudnym sumieniem nie iść w najbliższą niedzielę do spowiedzi?
To też mnie nie zdziwi.
W końcu każdy sądzi po sobie.

Ale jeśli pani redaktor nie jest w stanie zdobyć informacji potrzebnych do rzeczowej i względnie obiektywnej oceny informacji, którą otrzymała, niech przestanie hańbić zawód dziennikarza. Dziennikarz ma dawać czytelnikom prawdę, nawet w komentarzu! Uargumentowaną! A nie przepuszczone przez propagandową maszynkę "własne przekonania" od prawdy odległe jak noc od dnia.

Taką mam idealistyczną wizję dziennikarstwa.
I nie mogę znieść kłamstwa w służbie pieniądza, robiącego ludziom wodę z mózgu.
Przykro mi. Nic na to nie poradzę.

poniedziałek, 8 października 2012

Kłamstwa, kłamstwa



Pani pedagog z Wiązownicy wyraziła na swoim prywatnym profilu swoją prywatną opinię. Napisała mianowicie, że "w homoseksualizmie biorą udział częściowo czynniki genetyczne, ale największe znaczenie odgrywa odpowiednie wychowanie psychoseksualne w domu. Z całą pewnością można go leczyć, a nawet trzeba, bo nikt z tych ludzi nie czuje się prawdziwie szczęśliwym wewnętrznie".

I co?

I od razu Gazeta Wyborcza pisze o homofobii, zmusza kuratorium, żeby zajęło się sprawą, itp,itd, smażąc coraz bardziej sążniste teksty na temat domniemanej nietolerancji.

Czy wypowiedź pani pedagog to przykład homofobii?
Nie.
Homofobia to jednostka psychiatryczna i nie objawia się chęcią niesienia pomocy, lecz raczej wstrętem i chęcią zgładzenia z tego świata, patrz na przykład arachnofobia.
Pani pedagog jest homofobem?
Kłamstwo.
Sytuacja rozwija się tam, gdzie się zaczęła, czyli na FB. Powstaje profil z poparciem dla naszej pani pedagog. Pewien dziennikarz wiadomego organu, którego nazwisko tutaj pominę, by nie robić reklamy, pisze oburzony: "Zamieściła (...) kolejny wpis na temat homoseksualistów i dodała film, jak jeden z amerykańskich naukowców dowodzi, że homoseksualizm można wyleczyć. Dla Haśki tacy profesorowie są "wspaniali"." (pomijam kwestię odmiany nazwiska). Pan dziennikarz w kontrze cytuje oczywiście kilku ekspertów, którzy mówią bardzo mądre rzeczy: że "niestety, polskie szkoły i kadra pedagogiczna nie są w stanie zapewnić warunków do bezpiecznego, wolnego od stereotypów i uprzedzeń środowiska do nauki.", że "według Światowej Organizacji Zdrowia homoseksualizm nie jest chorobą".

Czy homoseksualizmu nie da się wyleczyć?
Kłamstwo.
Świadczą o tym wyleczeni z homoseksualizmu. Niezależnie od opinii WHO.
AIDS do niedawna uchodziła za nieuleczalną, a już jest pierwszy wyleczony.

Z pracownikiem kuratorium rozmawiał jeden z fejsbukowych sympatyków pani pedagog. I okazuje się, że wypowiedzi zarówno dyrekcji, jak osób z kuratorium zostały wyrwane z kontekstu, a sytuacja - wyolbrzymiona.
Postępowanie dyscyplinarne?
Kłamstwo.

Za "Wyborczą" wysoko w rankingu plasuje się "Wprost".



Czytamy w jednym z tekstów, że pan Hartman Jan mówi, iż ateiści są nieustannie obrażani i szkalowani przez Kościół, który oskarża ich o relatywizm moralny. Dalej w tym samym tekście: "Wielu ateistów pozoruje uczestniczenie w życiu Kościoła dla świętego spokoju. Według badań Tyrały prawie co trzeci niewierzący pod wpływem presji bliskich chodzi do kościoła. Prawie 70%  z nich wzięło też kościelny ślub."


Nie wierzę, ale chodzę.
Kłamstwo.

Pani minister-marszałek Kopacz, która ciągle zmienia zdanie w sprawie tego, co się działo w Smoleńsku/Moskwie oraz kto co komu powiedział lub nie.
Ziemia była przekopywana?
Kłamstwo.

Jedną z twarzy palikotowej zdaje się akcji "Ateiści wszystkich miast, łączcie się" została Maria Czubaszek. Pokazuje swoją twarz przy haśle: "Nie zabijam. Nie kradnę. Nie wierzę".
Nie zabijam?
Dwie aborcje?
Kłamstwo.

Nic nie wiedziałem o Amber Gold. Obniżę podatki. Polskim rodzinom poprawiła się jakość życia.
Kłamstwo. Kłamstwo. Kłamstwo.

Listę można ciągnąć i ciągnąć.
Kłamstwo wkrada się do naszej przestrzeni publicznej, a z niej - do przestrzeni prywatnej. W chaosie półprawd nie widzimy już  prawdy, nie potrafimy jej szukać. Nie myślimy logicznie, więc nie widzimy, że słowa-kłamstwa nijak się mają do rzeczywistości, którą opisują.

Kłamstwo szybko staje się naszą drugą naturą - a wtedy wybaczamy je wszystkim, przymykamy oko, udajemy głupich, byle tylko nie musieć się zmieniać, nie pracować nad sobą.
A dopóki my się nie zmienimy, nie zmieni się nic dookoła. I żadne marsze, demonstracje, akcje i kontrakcje, komisje śledcze i afery tego nie zmienią. I już.

Jeśli nie dojrzejemy szybko do społeczeństwa obywatelskiego, którego działanie opiera się na prawdzie, będzie źle. Oj, źle.

Prawda wyzwala - ale wymaga.
Łatwiej być narzekającym na własną bezsilność niewolnikiem kłamstwa.


P.S. Żeby było jasne: szanuję prawdziwych ateistów. Którzy są w stanie normalnie z katolikiem rozmawiać, którzy chcą zrozumieć, poznać, są ciekawi innego. Co innego "walczący ateiści",  którzy okrzyknęli się ateistami tylko po to, by móc walczyć z Kościołem, by mieć kartę w politycznych rozgrywkach. To nie ateizm, to nietolerancyjny antyklerykalizm.Tym państwu już dziękujemy.

środa, 27 czerwca 2012

Katarzyna W. ma problem

Na dziś zamiast kawy GW przygotowała kolejny tekst pani Katarzyny Wiśniewskiej (zaczęła mi się ostatnio mylić z Katarzyną Waśniewską). Tym razem moja ulubiona dziennikarka wytropiła kolejny przykład homofobii. Nie ma to jak czujność. Nie ma.

Pani W. przeczytała bowiem we Frondzie, że w kościele katolickim odkryto nową herezję. A że jest dziennikarką bardzo zainteresowaną sprawami Kościoła i teologii zwłaszcza, zapewne nie oparła się pokusie i do wrogiej "Frondy" zajrzała, choć redaktorem naczelnym jest nikt inny, jak ten okropny Tomasz Terlikowski (przepraszam, panie redaktorze).

Zamiast cieszyć się ze zwycięstwa, które de facto x. Oko na łamach "Frondy" ogłosił - że homoseksualizm w Kościele ma się dobrze - nasza dziennikarka jest nastawiona sceptycznie. Nie po linii, bo przecież powinna się cieszyć, że Kościół mimo ciemnoty, skostnienia i kompletnej nietolerancji miewa jednak jakieś nowoczesne odnogi, postępowe i ogóle. Tymczasem pani redaktor słowom autora badań nie dowierza.
Choć przyznaje, że z x. Oko "problem jest większy" niż z x. Zaleskim, bo ten drugi bajał tylko o homoseksualnej mafii odkrytej w teczkach, a pierwszy oskarża ową mafię o pedofilię.

Chyba dlatego nie cieszy się pani redaktor. Jak można poczciwych gejów w sutannach oskarżać o takie okropne rzeczy? Przecież wiadomo, że księżogeje (taka odmiana pederastów) to tylko odpowiedzialnie i dorośle, na całe życie i w ogóle (cóż z tego, że celibat), a do dzieci mają uczucia czyste i z daleka, jako że własnych mieć przecież nie mogą.

A tu klops. Bo x. Oko ową nową herezją tłumaczy przypadki pedofilii, gorzej, uściśla jeszcze, że to nawet nie pedofilia, ale efebofilia, czyli zamiłowanie do dorastających chłopców. Czyżby koniec z dowcipami o księżach i ministrantach? Według badań molestują homo, nie hetero, więc dowcipy godzą przecież w dobre imię homoseksualnych księży, a homoseksualista - ksiądz, czy nie ksiądz, powinien być brany w obronę, bo jest uciśniony z definicji.

I choć autorka cytuje fragmenty artykułu x. Oko, jak na przykład: ''Do seminarium mogą zacząć przychodzić klerycy, którzy są już młodszymi partnerami takich homoksięży. Kiedy rektor lub inny przełożony usiłują ich usunąć, bywa, że w rezultacie to oni sami zostają usunięci, a nie homoklerycy'' - robi to niestety bez zrozumienia. Nie zauważa bowiem, że wspomniani homoklerycy i  homoksięża to ludzie dorośli, a więc stanowiący świetne przykłady gejowskich związków. Na sztandary ich, i nie zapomnieć zrobić o nich reportażu do wiadomego magazynu, z zasłoniętymi  twarzami oczywiście.

Trzeba, co prawda, przyznać, że próbuje pani W. bronić biednych homo-jednych-i-drugich, ale jakoś bez zapału. Wali tylko autora badań po głowie zarzutem homofobii, za którą uważa  'filozoficzną krytykę ideologii homoseksualnej oraz propagandy homoseksualnej", czyli obszar naukowych działań x. Oko.
Przy okazji: cóż za nobilitacja dla homofobii - zaliczyć do niej krytykę filozoficzną.
Puenta pani Wiśniewskiej? 
"Ciekawi mnie, gdzie można zgłębiać powyższą dziedzinę. Czy są szanse, żeby wykładów z filozoficznej krytyki ideologii homoseksualnej (potocznie zwanej homofobią) posłuchać w katedrze metafizyki wydziału filozoficznego UPJPII, gdzie pracuje ks. Oko? Czy z ćwiczeń z FKIH studenci mogą zdobyć wpis do indeksu? I co o nowatorskich badaniach ks. Oko sądzi Wielki Kanclerz Uniwersytetu Papieskiego kard. Stanisław Dziwisz?"

I to się nazywa dziennikarstwo. Tyle pytań!

Zapraszamy  więc serdecznie na UPJPII, pani Katarzyno. Tutaj znajdzie pani odpowiedzi na te wszystkie pytania. A jak Pan Bóg da, to może się jeszcze pani nawróci.

P.S. Linku do tekstu pani K.W. nie podaję, bo GW na własnym blogu promować nie będę. Więc szukajcie, a znajdziecie.

poniedziałek, 13 września 2010

Oszukać przeznaczenie

Moja ulubiona gazeta zdobyła niusa.

Mężczyzna i kobieta wzięli ślub.
W sobotę, w Żelazowej Woli.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - nie była to na pewno jedyna para młoda w tę sobotę - gdyby nie fakt, że pan młody ma pewien problem. Psychicznie identyfikuje się z kobietami. I chce, by do niego mówić "Ania".

Stąd bardzo odpowiadający rzeczywistości tytuł: "Dwie kobiety wzięły ślub".

"Ania formalnie jest mężczyzną" - czytamy. "Nie zamierza tego zmieniać. Nie będzie więc użerania się z systemem prawnym."

Nie będzie też kłopotów z dziećmi: szukania dawcy spermy i może nawet matki zastępczej. Wszystko normalnie załatwi biologia.

Rodzina Ani podejrzewa, że syn jest gejem.
Jego żona, Greta, lesbijka, twierdzi, że związek, w który weszła, na pewno nie jest heteroseksualny. Tylko nieoczywisty.

Młodzi małżonkowie "nie ukrywają radości z tego, że udało im się zagrać na nosie polskiej tradycji i prawu, które nie dopuszcza żadnych związków innych niż heteroseksualne" - piszą autorzy tekstu.
No jasne.


Kobieta i mężczyzna wzięli ślub.

Kobieta do tej pory wolała kobiety.
Mężczyzna udaje, że jest kobietą. Mimo, że zawartość jego majtek świadczy o czymś innym.

Z punktu widzenia biologii wszystko w najlepszym porządku.
Sensacja.

Kobieta wyszła za mąż za faceta z problemem psychicznym i permanentnym makijażem.
Prawo musi czuć się okropnie oszukane.

Jak mówił Einstein: ludzka głupota daje pojęcie o nieskończoności.

czwartek, 17 czerwca 2010

Schizofrenia moralna

O schizofrenii już kiedyś pisałam.

Nie jest to rozdwojenie jaźni, ale zaburzenie psychiczne, które objawia się upośledzeniem postrzegania lub wyrażania rzeczywistości, m.in. pod postacią zaburzeń mowy i myślenia.

Na schizofrenię cierpią nasze media. Przynajmniej niektóre.

Dzisiaj na przykład wyskoczyła sprawa abp. Paetza.

GW w tekście zatytułowanym "Watykan odpuszcza arcybiskupowi Paetzowi" podaje, że dowiedziała się nieoficjalnie, że abp. może znowu sprawować posługę biskupią.

Czyli tytuł kłamie. Bo to nie jest wiadomość potwierdzona przez kompetentny w tej sprawie urząd.

GW staje murem za tymi pracownikami kurii oraz kapłanami archidiecezji poznańskiej, którzy nieoficjalną decyzją są - dosadnie mówiąc - przerażeni.

Dyżurny "teolog" GW, Jan T., napisał do tekstu komentarz zatytułowany "Szczyty zła".

Za Wyborczą podały wiadomość m.in: TVN24, TVP Info, Wprost, Dziennik, niezależna.pl, Fakt, poznańskie naszemiasto.pl.

Nie chcę bronić nikogo. Jeśli chodzi o mnie, uważam, że kapłan, który publicznie zgrzeszył, powinien publicznie przyznać się do winy, a potem publicznie ją odpokutować i wrócić po pokucie na łono Kościoła, jako grzesznik nawrócony.

Zastanawiają mnie tylko trzy rzeczy.


1.GW broni na ogół praw homoseksualistów.

Załóżmy, że abp. Paetz jest homoseksualistą. Wskazują na to fakty sprzed ośmiu lat.

Dlaczego GW nie broni jego praw?
Dlaczego organizacje gejowskie nie walczą o jego prawa?
Dlaczego nie ma być równy ze wszystkimi?
Dlaczego nie zaprasza się go na przykład na festiwal o miłości "Poznajcie nas", na marsz tolerancji, na liczne festiwale tzw. kultury gejowskiej?

Czy dlatego, że w hierarchii selekcyjnej GW pisanie źle o Kościele stoi wyżej niż pisanie dobrze o gejach?

2. "Kilka tygodni temu Kongregacja odwołała dekret. - Ksiądz arcybiskup od kilku lat się o to starał. Mamy nieoficjalną informację, że taką decyzję podjęto. Czekamy na pismo z Watykanu - słyszymy w poznańskiej kurii metropolitalnej."

Czyli to nie news?

Dlaczego zatem pojawia się teraz, nota bene na trzy dni przed wyborami?

3. Co się stanie, jeśli owa nieoficjalna decyzja nie zostanie potwierdzona przez Watykan? Czy polskie media zaleje fala sprostowań?


Hm.

czwartek, 20 maja 2010

Poranny skok ciśnienia

Zostałam poproszona o poprowadzenie spotkania z Tomaszem Terlikowskim. A że to mój temat, ale zupełnie nie mój format, wstałam bladym świtem, żeby się przygotować. Przeglądając blogowe wpisy TT, trafiłam na link.

Link był do mojej ulubionej GW.

A konkretnie - do komentarza niejakiej Katarzyny Wiśniewskiej.

Jak podaje Wp.pl, Katarzyna Wiśniewska, rocznik 1979, jest absolwentką filozofii i podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2005 r. jest dziennikarką „Gazety Wyborczej”, publikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Znaku”, „W drodze” i „Azymucie”. W 2007 roku Stowarzyszenie Wydawców Katolickich przyznało nagrodę Małego Feniksa dla dziennikarzy za promowanie w mediach książki katolickiej.

Jej komentarz ma tylko kilka linijek. Ale jest małym dziełem sztuki uprawianej ostatnio przez GW, konkurencyjnie do niektórych sprzedających się w milionowych nakładach tytułów, o profilu przygotowanym specjalnie dla Polaków.

Moje ulubione zdanie:

[Rada Episkopatu ds. Rodziny] "posegregowała katolików na tych, którzy mogą przystępować do komunii, i tych, którym tego nie wolno. To wyjątkowo obraźliwe i krzywdzące."

Ależ oczywiście. Szkoda, że nie zauważyliśmy tego wcześniej. Wszyscy rozwodnicy żyjący w nowych związkach też są segregowani! A o tych w stanie łaski uświęcającej i tych chwilowo jej pozbawionych lepiej już nawet nie wspominać... Kościół segreguje już od czasów swojego powstania! Co za koszmar, że odkryliśmy to tak późno!

A oto, co zdecydowała Rada:

"Ci, którzy je [dzieci w stanie embrionalnym] zabijają, i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy".

I nagle mamy całe mnóstwo specjalistów od dogmatyki, którzy krzyczą, że nie ma dogmatu w sprawie in vitro, więc Kościół nie może niczego zabraniać ani nakazywać. Bo nawet papież jest "nieomylny tylko w kwestiach teologicznych" - zauważa świeżo upieczony dogmatyk GW, którego nazwiska z litości nie podam. Stwierdzenie o "nieomylności w kwestiach wiary i moralności" chyba nie obiło mu się o uszy. Zresztą słusznie. In vitro z moralnością niewiele ma wspólnego.

Najwyraźniej jednak mamy za mało kanonistów.

Kodeks Prawa Kanonicznego, obowiązujący, nota bene, wszystkich katolików w Polsce, mówi jasno w kanonie 753:

"Chociaż biskupi, pozostający we wspólnocie z głową Kolegium [papieżem] i członkami, czy to pojedynczy, czy zebrani na Konferencjach Episkopatu [...] nie posiadają nieomylności w nauczaniu, są jednak w odniesieniu do wiernych powierzonych ich trosce autentycznymi nauczycielami i mistrzami wiary. Temu autentycznemu przepowiadaniu swoich biskupów wierni obowiązani są okazać religijne posłuszeństwo."

Ciekawostka. Wygląda na to, że Rada mogła zabronić przyjmowania Komunii, i to zgodnie z prawem kanonicznym.

Tyle się Wyborcza natrudziła, żeby sztywny i przywiązany do tradycji i dogmatów Kościół zaczął wprowadzać zmiany - i proszę.
Podziałało.

Teraz pozostaje nam tylko opłakiwać jakość naszego pseudo-dziennikarstwa.

poniedziałek, 10 maja 2010

GW ma problem z WG

Oderwałam się od pisania licencjatu. Licencjatu, nota bene, o dziennikarzach śledczych oraz tym, co odróżnia dziennikarstwo śledcze od reszty.
A co odróżnia?
Na przykład niezależność.

A dlaczego się oderwałam?

Z powodu tytułu pewnej wiadomości. O dziennikarzu śledczym, Witoldzie Gadowskim.
Brzmi on tak:

"Przyjaciel Ziobry bierze TVP 1".
To Newsweek.
Treść artykułu jest idealną ilustracją wykładu zatytułowanego "Manipulacja w mediach". Oraz "1000 wpadek prasy polskiej w latach 2005-2010" .

Moja ulubiona Gazeta załatwiła sprawę inaczej:
"TVP 1 z nowym dyrektorem na wybory" - informacyjne mistrzostwo.
Wcale nie zapowiada tego, co dzieje się w środku.

A dzieje się wiele.

Na przykład:

"O wartości swojej pracy ma niezwykle wygórowane mniemanie, uważając się za jednego z najwybitniejszych dziennikarzy w Polsce."

albo:

"Nominację Gadowskiego poprzedził przeprowadzony na łamach "Gazety Polskiej" atak na Hoflika" - mówi informator.

Informację podał "Presserwis", czyli serwis informacyjny PRESS, który chyba jakoś ominął dwa GrandPressy, które Gadowski dostał.

Tylko czekam, co napisze Jerzy U.

Kilka osób rozćwierkało się na Twitterze. Co pikantniejsze cytaty z bloga nowego dyrektora Jedynki krążą w sieci, podwojone, potrojone, poczworzone, a niedługo pewnie też przepoczwarzone.

Sam bohater dzisiejszych deznewsów milczy. Mimo, że jego życiorys wzbogacił się o kilka ciekawych, do tej pory chyba nawet jemu samemu nieznanych epizodów. Prawdopodobnie nie przejmuje się za bardzo. Sam powiedział kiedyś w wywiadzie: "Dyrektorem się bywa, a dziennikarzem się jest."

Gdybym była złośliwa i miała dwa razy więcej doświadczenia, napisałabym, że lewica w panice próbuje od progu zamieszać w umysłach i nie pozostawić żadnej wątpliwości, że teraz - jak nigdy - w TVP będzie rządził ten wstrętny PiS.

A jak PiS - znaczy, że nie lewica.

Czyli problem ma GW, a nie WG.

Ale tego nie napiszę. Wrócę do idealistycznych wywodów teoretyków dziennikarstwa śledczego, którzy widzą w nim ostoję demokracji i ponadpolityczne ściganie nadużyć władzy.
Jak na media przystało.

P.S. "Rzepa" też już zamieściła njusa. E.Ł. przynajmniej potrafi skorzystać z Wikipedii, i dodzwonić się do WG. I wspomnieć o innych niż polityka rzeczach, więc z biografii przedstawionej w "Rzepie" wynika, że jednak dziennikarz zasiądzie za sterami "Statku Pijanego" (że sobie pozwolę zacytować).