Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 września 2010

Oszukać przeznaczenie

Moja ulubiona gazeta zdobyła niusa.

Mężczyzna i kobieta wzięli ślub.
W sobotę, w Żelazowej Woli.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego - nie była to na pewno jedyna para młoda w tę sobotę - gdyby nie fakt, że pan młody ma pewien problem. Psychicznie identyfikuje się z kobietami. I chce, by do niego mówić "Ania".

Stąd bardzo odpowiadający rzeczywistości tytuł: "Dwie kobiety wzięły ślub".

"Ania formalnie jest mężczyzną" - czytamy. "Nie zamierza tego zmieniać. Nie będzie więc użerania się z systemem prawnym."

Nie będzie też kłopotów z dziećmi: szukania dawcy spermy i może nawet matki zastępczej. Wszystko normalnie załatwi biologia.

Rodzina Ani podejrzewa, że syn jest gejem.
Jego żona, Greta, lesbijka, twierdzi, że związek, w który weszła, na pewno nie jest heteroseksualny. Tylko nieoczywisty.

Młodzi małżonkowie "nie ukrywają radości z tego, że udało im się zagrać na nosie polskiej tradycji i prawu, które nie dopuszcza żadnych związków innych niż heteroseksualne" - piszą autorzy tekstu.
No jasne.


Kobieta i mężczyzna wzięli ślub.

Kobieta do tej pory wolała kobiety.
Mężczyzna udaje, że jest kobietą. Mimo, że zawartość jego majtek świadczy o czymś innym.

Z punktu widzenia biologii wszystko w najlepszym porządku.
Sensacja.

Kobieta wyszła za mąż za faceta z problemem psychicznym i permanentnym makijażem.
Prawo musi czuć się okropnie oszukane.

Jak mówił Einstein: ludzka głupota daje pojęcie o nieskończoności.

czwartek, 24 czerwca 2010

40 godzin przed

"Dlaczego kupiłeś 6 kilo kiwi? Przecież nikt nie je kiwi!"

To jest naprawdę bardzo zabawne, te wszystkie przygotowania.
Zabawne jak dziesięciokilowy arbuz.
Wiecie, jak on musi się czuć? Czekając, aż zostanie przerobiony na sałatkę?

Ja od wczoraj czekałam na przykład na telefony. Telefony od tych, którzy nie dotrą. Na własny użytek stworzyłam sobie małą listę i proszę - połowa trafień.

Misternie przygotowywany plan rozmieszczenia gości w domkach legł w gruzach. Z gry pt. jak umieścić dziewięćdziesiąt osób na sześćdziesięciu trzech łóżkach przeszliśmy na etap wyżej: jak umieścić osiemdziesiąt osób na dziewięćdziesięciu łóżkach. Nie uwierzycie, ale to jeszcze większy problem.

W końcu wyszło, że jak się zrobi dostawkę w pokoju poślubnym pary młodej, to się jeszcze zmieści orkiestra.

Lista rzeczy, o których zapomnieliśmy, wydaje się niepokojąco krótka.

Ostatkiem sił powstrzymałam się od kupna trzech kompletów spinek do krawatów i mankietów za łączną sumę 660 zł.

Od dwóch bitych tygodni nikt niczego ode mnie nie chce. Niepokojące, chociaż bardzo przyjemne. Wyobraziłam sobie, że tak mogłoby być zawsze.

Cienie do powiek przekroczyły już dawno przyzwoitą ilość, ale pomimo tego ile razy przechodzę koło drogerii, zastanawiam się, czy kupić jeszcze jakiś, bo może żaden nie będzie pasował. W efekcie mam sześć kolejnych zestawów cieni do powiek, co daje razem szesnaście różnych kolorów, a i tak pomaluję się tymi starymi, które lubię najbardziej.

Od kiedy obejrzałam czasopismo "Fryzura i makijaż panny młodej" czy coś o równie inspirującym tytule, bardzo się cieszę, że nie zostanę pomalowana według obowiązujących trendów. Oraz uczesana według obowiązujących trendów, chociaż tego akurat nie jestem taka pewna. Fryzjerka pytała już, co chcę mieć we włosach, bo podobno teraz panny młode wplatają sobie we włosy kwiatki, perełki i druciki.

Wydałam nieprawdopodobną ilość pieniędzy w Trumphie.
Pomalowałam paznokcie u rąk, co mi się do tej pory zdarzyło nie więcej razy w życiu, niż mam lat.

Naszą ulubioną rodzinną rozrywką są ostatnio zagadki matematyczne.

Przykład 1:

Przy 33 st. Celsjusza parowanie wzmaga się o 1,5 raza. Ile 40% alkoholu wypije 80 osób, z których połowa będzie piła tylko sok? Wynik podaj w ml na godzinę.

Przykład 2

f(x)=x+2,5. Dlaczego?


Monologi.

Pomalowałam sobie paznokcie, ale z oszczędności tylko dwa.

Najłatwiej się przedstawia ksywą, która ma dwie sylaby. I tak powstają zdrobnienia. Inne się źle wymawia. Na przykład E-wa.

Dialogi.

G. Idę jutro do szkoły.
T.(z oburzeniem) Jak to?
G. Mam zakończenie roku!

T: Policzyłem głosy i wyszło mi po równo.
M: Nie mówi się "po równo", tylko "równo"
G: A jak ci mogło wyjść równo, skoro nas jest pięć osób?
T: No właśnie nie wiem.

N. Cześć!
M. Cześć.
N. Wiesz, jest taka sprawa...
M. Nie przyjeżdżasz.
N. Skąd wiedziałaś?

No właśnie, skąd wiem, że nie chodzi o pytanie o dojazd, zanim odbiorę?

Fatalizm?

Prawo Murphy'ego, który był inżynierem? To prawdziwe?

To, że był inżynierem, było jego atutem. Humaniści zakładają, że to, co może pójść źle, na pewno pójdzie dobrze. I się potem bardzo dziwią.

W. produkuje w kuchni alkohol.

Na wypadek, gdybyśmy źle rozwiązali przykład 1.

wtorek, 15 czerwca 2010

Kosmetyczna nowomowa

Przejęta własnym zamążpójściem, nabyłam ostatnio liczne kosmetyczne upiększacze. Znalazł się w tym nawet samoopalacz, który przez całe życie miałam we wzgardzie, ukryty pod ładną nazwą balsamu brązującego.

Długa i wnikliwa lektura etykiet na opakowaniach kremów, balsamów, odżywek, toników i szamponów zmusiła mnie w końcu do refleksji. O którą nie jest łatwo, kiedy stoi się w kolejnej drogerii, pod bacznym spojrzeniem ochroniarza, który nie może pewnie zrozumieć, jak można stać przed półką z odżywkami do włosów dwadzieścia minut.

Kupiłam na przykład krem na cellulitis, którego nie mam, oraz na rozstępy, które mam. Ale nie nazywają się one po prostu "kremem na cellulitis" oraz "kremem na rozstępy". Ten pierwszy to "Intensywne serum drenujące uda i pośladki". Świetnie brzmi, prawda? Na opakowaniu - rysunek drenowania, żeby pozbawione kosmetycznej wyobraźni klientki mogły się dowiedzieć co właściwie stanie się z ich skórą po użyciu specyfiku.

Słowa-klucze: wygładzanie, napinanie, wyraźne poprawianie wyglądu. Ujędrnianie.

Balsamy do ciała natomiast mają nawilżać i rozświetlać.
Balsam brązujący - zawierający "substancję delikatnie opalającą (nie czekaj na słońce! - reklamowała kiedyś samoopalacz jedna ze znanych firm kosmetyczno-akwizytorskich), nawilża i sprawia, że nogi stają się jedwabiście gładkie.

Szampon do włosów blond "podkreśla i przedłuża bogactwo refleksów włosów blond". Oczywiście, zmiękcza i wygładza. Gdyby tego nie wystarczyło, odżywka, opracowana przez doświadczonych stylistów, naprawia włosy, tak, że może przez nie przenikać światło. Włosy "natychmiast stają się jaśniejsze, jedwabiste i lśnią połyskliwym blaskiem".

Do tego jeszcze krem do twarzy "Bioaktywny krem: rewitalizacja, rozświetlanie", który "delikatnie koryguje, wygładza i modeluje owal twarzy".

Z trudem oparłam się zakupowi serum powiększającego biust (o rozmiar!), wygładzającego, ujędrniającego i rozświetlającego peelingu do ciała oraz kremu z bioaktywnym kompleksem. Ten kompleks zwłaszcza mnie przystopował. Co by było, gdyby tuż przed ślubem zaczął we mnie działać jakiś kosmetyczny kompleks? Na który nic by nie pomogły wydrenowane pośladki i uda, ujędrnione i rozświetlone ciało, wymodelowana twarz, delikatnie samoopalone nogi, a zwłaszcza przedłużone bogactwo refleksów we włosach lśniących połyskliwym blaskiem?

Przecież chcę być olśniewająco piękna, bo tak napisała jakaś praktykantka odrabiająca przymusowe praktyki studenckie w magazynie "Twoje wielkie polskie wesele", w dziale "jak musi wyglądać panna młoda, żeby nie narobić sobie wstydu".

Troszeczkę mnie tylko niepokoi fakt, że w dziale korespondencji od czytelniczek znalazłam taki list:

"Droga Redakcjo!

Jestem Waszą wierną czytelniczką i od roku, czyli od kiedy zaczęłam się przygotowywać do ślubu, stosuję Wasze porady. Schudłam 15 kilo. Wydłużyłam, rozświetliłam i zagęściłam włosy. Pozbyłam się cellulitu, rozstępów oraz włosów na całym ciele. Regularnie chodzę do kosmetyczki i moja cera jest teraz jak u niemowlęcia. Jestem pięknie opalona, bo właśnie niedawno koło mnie otworzyli solarium. Mam gładkie dłonie, białe zęby, soczewki zamiast okularów i czuję się świetnie. Jest tylko mały problem. Mój narzeczony, który wyjechał na pół roku za granicę, po powrocie mnie nie poznał, a kiedy już uwierzył, że to ja, powiedział, że albo wrócę do wyglądu sprzed jego wyjazdu, albo zrywa zaręczyny. Co robić? Pomóżcie!

Zrozpaczona"

niedziela, 17 stycznia 2010

Foto-gafia ślubna.

Wybraliśmy się na Centralną. Targi ślubne, imprezę miał prowadzić Ibisz, sto pięćdziesiąt stoisk, konkursy, degustacje, pokazy mody.
Ach.

Te sto pięćdziesiąt stoisk można podzielić tak:

- cukiernie
- salony sukienek ślubnych
- fotografowie
- zespoły muzyczne
- samochody
- inne takie.

Sukienek było niewiele, przypominały wyprzedaż ubranek dla lalek Barbie.
Nic dziwnego: jeśli jedyną ozdobą panny (panny!) młodej jest sukienka, to musi być naprawdę ekstra.
Mody dla panów nie było. Hm.

Wśród samochodów furorę robiła biała limuzyna - Hammer.

Torty były dziełami sztuki kulinarnej, wyglądały jak z książek dla dzieci, kiedy jeszcze byli ilustratorzy potrafiący rysować, a nie chałtura w Paincie. Hitem sezonu jest marcepan, a z niego - jadalne kokardy, białe draperie, bordowe róże.

Najgorzej jest jednak z fotografią ślubną.
To raczej foto-gafia.

Oto uroki postępu technologicznego. Fotografia cyfrowa, hurra, dostaniecie Państwo na płytce tysiąc zdjęć w podstawowej wersji cenowej, a w wersji zaawansowanej - tysiąc pięćset plus rozbieraną sesję z nocy poślubnej.

Albo fotograficzne, przepraszam: foto-gaficzne pomysły rodem z gorszych komedii amerykańskich. Szukałam na zdjęciach pary młodej wyskakującej
z tortu, ale nie było.
Był za to pan młody rozbierający pannę młodą z a. bolerka b. rękawiczek c. podwiązki d. pończoch e. welonu i f. rozsznurowujący gorset. Oraz para młoda na traktorze.


Ślub jest pięknym wydarzeniem. Ale nie można go pięknie pokazać, bo
pięknu wystarczy najprostsza oprawa. A na niej nie można zarobić.
W przepychu fryzur, sukni, bukietów, samochodów, spinek, tortów,
w reflektorach lamp błyskowych, w morzu wódki, w tysiącach drobnych rzeczy, które przykuwają uwagę, odciągając ją od tego, co najważniejsze - piękno ginie.

Istotą ślubnego piękna nie jest to wszystko, co można kupić za pieniądze, nakręcając spiralę biznesu, którego nigdy chyba nie dosięgnie kryzys.

Istotą jest to, że dwoje ludzi spotyka się, by ślubować sobie miłość. Wierność. To, że będą ze sobą całe życie.

Ale czego się spodziewać, kiedy trendy wyznaczają ci z kolorowych magazynów. Z talk-showów. Z tańców tu i ówdzie.

Już niedługo startuje nowy: "Mój ślub". To format kupiony od Amerykanów, bo sami jesteśmy zbyt banalni, żeby coś takiego wymyślić.
Do konkursu zostanie wybranych dwudziestu nie znających się wcześniej uczestników, w drodze losowania połączonych w pary w pierwszym odcinku. Par homoseksualnych w polskiej edycji nie będzie, ze względu na specyficzną wrażliwość naszej publiczności. Celem jest wyłonienie jednej pary, która w ostatnim odcinku weźmie ślub. Kościelny, rzecz jasna, jesteśmy narodem tradycyjnym.

Nagroda główna: pokrycie kosztów wesela oraz do wyboru: samochodu lub rozwodu. U najlepszych prawników.