Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezydent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prezydent. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 kwietnia 2010

Dziesięć

Byłam na pogrzebie.

Komorowski powiedział: Ostatnia droga. NA WAWEL.

Niewierzący nie powinni przemawiać na pogrzebach.

sobota, 17 kwietnia 2010

Dziewięć

M.M. napisał w piątek: OSIEM i PÓŁ.

Czwartek, 16.45. Przed kurią paru znudzonych protestantów z dużym stażem. Nie mają widowni, transparenty z surrealistycznymi napisami oparli o mur. Przeklinają od niechcenia Żydów i może jeszcze kogoś. Przechodzę szybko, mijam wtopionych w grupkę dwóch 15-latków. Im się nie spieszy, zresztą do czego, jak 'są niezłe jaja' (pobłażliwe uśmiechy na twarzach), a do tego szansa na minute sławy.
TVN już tu był, satelita TVP jeszcze stoi naprzeciw.

Poza tym:

W. milczy.

Milczy też T., szkoda, bo obu posłuchałabym chętnie.

Dzisiaj o 8.40 jesteśmy z K. na Grodzkiej, stajemy w kolejce po bilety na pogrzeb. Okropnie to brzmi, bilety. Jak na widowisko. Może i tak.

Kolejka do Senackiej, a potem aż do Piotra i Pawła, i dalej. Tego końca już nie widzimy. Pierwsi są od piątku, od 22.00 - tak mówi kolejka. Zaprawieni w bojach po bilety, wzięli śpiwory i karimaty.

Stoimy w kolejce ekspertów.

Za nami para - chłopak tłumaczy swojej dziewczynie świat. W sposób nie znoszący sprzeciwu. Mówi, i mówi. Jej to najwyraźniej nie przeszkadza.

O 8.56 - dzwony, syreny.
- No, wtedy zginęli - mówi kolejka.

Bilety będą rozdawane od 10.00, ma być ich 10 tysięcy. Jeszcze na Jana rozdają. Ale tu, w pawilonie Wyspiańskiego, pewnie będzie połowa.
- Nie, dwa tysiące mają być - poprawia ktoś inny od razu.

Idę po gazety, wszystkie dzienniki, nawet "Fakt". W Krakowskiej - mapka z sektorami. Potem kolejkowi sąsiedzi będą pożyczać ode mnie tej gazety z mapką.

O 9.20 dociera do nas lista. Że idzie, wiadomo, od kiedy przyszliśmy. Idzie od czoła kolejki, idzie powoli, nikt nie wie, skąd się wzięła, ale każdy woli się wpisać, na wszelki wypadek. W końcu dochodzi na odległość wzroku. Facet stojący z sześć osób wcześniej położył listę na dachu parkującego samochodu i wpisuje, wpisuje, wpisuje. Zaczyna się niepokój: którzy będziemy na liście? Wejściówek jest dwa tysiące, każdy może wziąć podwójną, który będziemy mieć numer? Jeśli niższy niż tysiąc, dostaniemy. Kolejka stoi i się niepokoi.
Facet wpisuje.
Przychodzi właścicielka samochodu, czeka cierpliwie, aż facet się zorientuje, a on dalej wpisuje. W końcu ktoś go szturcha, wpisał wszystkich, lista idzie dalej. Pani wyjeżdża z Grodzkiej.
Mam numer 545.

Sąsiedzi uspokajają się.
- Do nas zejdzie z tysiąc biletów, czyli my wejdziemy. Gorzej z tymi na końcu - kiwa głową chłopak-wyjaśniający-świat.

Starsza pani za nim dzwoni.
- Wiesz, mam numer 459. Raczej nie braknie.

Lista powstaje na kserówkach rozdziału zatytułowanego "Wprowadzenie do teorii pamięci".
Lista po bilety na pogrzeb Prezydenta.
Ktoś mówił coś o znakach?

Kolejka odrobinkę się przesuwa, i jeszcze, i jeszcze. Stoimy teraz pod barem mlecznym na Grodzkiej. Zimno. Słońce jeszcze tu nie zagląda, ozłaca tylko szczyty kamienic. Coraz więcej ludzi idzie po gorącą herbatę z cytryną. W kolejce sporo par, średnia wieku - najwyżej trzydzieści. Sami młodzi, a mają odruchy kolejkowe, o których opowiadała mi mama.
Skąd?

Przed dziesiątą przez Grodzką od Wawelu jadą ciężarówki z płotkami. Potem policjanci przechodzą wzdłuż kolejki, wołając "Proszę ustawić się pod ścianą". Dobrze, że ta średnia wieku taka niska. Może nawet mniej niż trzydzieści.

O 10.00 kolejka zaczyna się niespokojnie poruszać. Na razie - na boki. Przecież powinni już rozdawać. Czemu się nie przesuwamy. Ktoś idzie na zwiady, i następny ktoś, i następny, i następny. Potem zwiadowcy meldują, co widzieli, swoim współstaczom. Po cichu.

O 10.20 jesteśmy przy Poselskiej.

Kolejka ma już dobry humor. Będą bilety. Teraz ci, którzy potrzebują więcej, próbują znaleźć tych, którzy potrzebują tylko jednego. Negocjacje, umowy ustne.

na początku Grodzkiej, przy placu Wszystkich Świętych, podnośnik. Robotnicy będą dekorować ulicę flagami, rozwieszą je, jak zawsze, pomiędzy kamienicami. Potem jakaś dziewczynka zapyta mamę: a te biało-niebieskie to jakie? Dwóch fotoreporterów ugadało operatora podnośnika i wjeżdża na górę, nad tłum, błyskają ich flesze, prawie słychać szybkostrzelne migawki.

Spekulujemy: PAP? Ktoś lokalny?

Harcerka idzie wzdłuż kolejki. Pyta, czy ktoś stoi po zielone bilety. A jakie to, zielone? Dla kogo? To jest zielona strefa? W telewizji nie mówili. Nikt się nie rusza z miejsca.

Policja ustawia metalowe płotki, płotki uderzają z brzękiem o chodniki. Kolejka między ścianą i płotkami. Nikt z zewnątrz nie może wejść. Próbuje jakiś starszy facet, wygląda nie bardzo, wymachuje dowodem. O, ja stałem za panią! Za tą panią! Pani jest starsza, może nie pamięta - ależ pamięta. Nie stał. Kolejka pomrukuje pod nosem, z pogardą. Nie stał. Nie stał.

O 10. 45 wychodzimy z kolejki, między paniami od biletów w okienku z lewej, a prasowym murem z prawej. Prasa nie pyta, kamery kręcą, fotoreporterzy pstrykają, ale już bez zapału, już wystarczy.

A potem:

"Sprzedam swój czas, który poświeciłem na stanie w kolejce po wejściówkę do szarej strefy na uroczystości pogrzebowe Pary Prezydenckiej gratis dodaje bilet na pogrzeb"

Albo o Katowicach:

"Katowice: Gigantyczne kolejki po bilety na pogrzeb Kaczyńskich. Ludzie stali nawet 2 godziny."

czwartek, 15 kwietnia 2010

Osiem

Pięćdziesięciu przedstawicieli państw świata.

W tym Indie, Chiny, Nowa Zelandia, Australia, Korea Południowa.

Dzisiaj bawiłam się w nową grę miejską: znajdź w tłumie fotografa.
Potem przeszłam do drugiej odmiany: znajdź policjanta (lub pracownika służb, za niego też punkt).
Fotografów łatwiej, ich sprzęt widać.

Pod kurią - trumna z napisem. Jakim? Sprawdźcie w TVN. Oni tam byli. Na pewno.

Wozy transmisyjne różnych telewizji zapuszczają korzenie w okolicach Franciszkańskiej.

Na uczelni - rozmowy. Zresztą wszędzie rozmowy, nikt nie mówi o niczym innym, w sklepach nie gra radio, cisza. Słowo dnia: pogrzeb. A nawet: Wawel.

Polskie telewizje w zgodzie i porządku podzieliły się transmisją.

Będzie Izrael i Palestyna, Stany (jeśli wulkan przestanie) i Irak, zresztą: kogo nie będzie?

Z prawie dwustu państw należących do ONZ - jedna czwarta.

Również Watykan - chociaż tego GW nie podała w wykazie państw.

Ciekawe, czemu tyle głów przyjeżdża.
Czyżbyśmy czegoś nie wiedzieli o naszym Prezydencie?

środa, 14 kwietnia 2010

Siedem

Jechaliśmy tramwajem na mszę akademicką w intencji ofiar.

W tramwaju młoda blondynka rozmawiała przez telefon. Mówiła z oburzeniem do kogoś po drugiej stronie: "I zaczęli się zastanawiać na radzie, czy nie powinni iść na pogrzeb w togach".
Była najwyraźniej pracownicą jednej z krakowskich uczelni.

A potem skomentowała to wszystko: "To już przesada!"

No, nieźle.

Prezydent - najwyższy urzędnik państwowy.

Pracownicy uczelni - państwowej, a więc również urzędnicy państwowi.
I togi to przesada?

"On na to nie zasłużył" - mówi większość, a przynajmniej tak mówią media.

Ale nie mówimy przecież o cnotach moralnych zmarłego Prezydenta, tylko o tym, że był prezydentem. W służbie narodu.

Ktoś napisał: "Nie był najważniejszą osobą w państwie, tylko najważniejszym urzędnikiem w państwie. Trzeba te rzeczy rozróżniać."

Na bardzo popularnym ostatnio portalu społecznościowym zaraz po tym, jak do mediów przeniknęła plotka o możliwym pochówku na Wawelu, zrobił się huk.

W ciągu kilku godzin powstało przynajmniej sześć grup, które w mniej lub bardziej kulturalny sposób wyrażały swoje zdanie. A raczej - swoją niezgodę.

Nawet niewiele ponad cztery setki osób poszło pod okno papieskie (które, jak słusznie zauważył M.M., zaczyna powoli zamieniać się w Hyde Park), i tam stało transparentami do kamer TVN, szczerząc litery do Polski przed telewizorami.

"Czy na pewno godzien królów?" - to chyba najlepsze z haseł.

No właśnie. Jakby się tak zastanowić, któż tam leży, wychodzi na to, że Prezydent był zdecydowanie zbyt porządny.

I cała Polska zajęła się burzliwymi dyskusjami, że sobie pozwolę na taki eufemizm. Powinien? Nie powinien? Co za pycha! (Ciekawe, czy tym od pychy było łyso, jak już podali, że to nie był pomysł brata).

Jak zauważył S., GW nie omieszkała skomentować. "Wawel podzielił Polaków".

Jakby mała różnica zdań oznaczała rychłą budowę muru.

Nasz klasyczny spór o miedzę. Nic niezwykłego. Musimy udowadniać sobie i innym dookoła, że mamy rację. RACJĘ. A jeszcze bardziej - że inni jej nie mają. Bo przecież MY ją mamy.

A może tak jest tylko w internecie, społecznym śmietniku, kryminale i psychiatryku. W rozmowach na żywo wszyscy starają się unikać konfliktów.

Tak nie może dłużej być.

Kiedy tylko skończy się żałoba, biegnę do producentów z projektem małego zestawu do automanipulacji. Coś trzeba z tym zrobić.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Sześć

Rozmawiałam z Asią.

Zginęli w wigilię Niedzieli Miłosierdzia.
W liturgiczne wspomnienie Jana Pawła II.
Lecieli na mszę, więc przynajmniej część była do niej duchowo przygotowana.
Mieli na pokładzie duchownych: katolickich, ewangelickiego, prawosławnego.

Owszem. Trzeba się za nich modlić, za niektórych szczególnie. Ale śmierć nie jest końcem.

A my o tym zapominamy.

Nie jest końcem, jest początkiem zupełnie nowych rzeczy, i jeśli szło nam dobrze, o wiele piękniejszych.

Ich śmierć zaowocuje. Już owocuje.
Lecieli do zmarłych, dotarli do żyjących.
Jak powiedział podczas nabożeństwa żałobnego - jednego z wielu - pewien ksiądz, którego nazwiska nie usłyszałam: pan prezydent wraz ze swoimi generałami trafił wprost na niekończącą się defiladę w niebie.

X.Gancarczyk: To, co miało być ukryte, zostało rozgłoszone na dachach.

Oczywiście, mnóstwo przy tym pytań z gatunku "zbiorowo załamujmy ręce nad tragedią".

"Dlaczego ich to spotkało? Mieli dzieci, niektórzy małe, mieli rodziny, mieli obowiązki, byli niezastąpieni."

Jak płaczki.

"Nie płaczcie nad nimi, ale nad sobą".

Prezydent powiedział kiedyś, że wszystko, co go dobrego w życiu spotkało, przyszło z zaskoczenia.

A śmierć zawsze przychodzi w najlepszym momencie. Tu nie ma pomyłek. Tylko my mamy ograniczone pole widzenia.

sobota, 10 kwietnia 2010

Pięć

Egoizm.

Zostaliśmy bez władz.
Zostaliśmy w szoku.
Zostaliśmy jak staliśmy, z dobrodziejstwem konstytucyjnego inwentarza.

A zastanawialiście się, jak to jest spłonąć w samolocie?
Jak to jest - dowiedzieć się o TAKIEJ śmierci rodziców? Brata? Żony? Męża? Babci? Dziadka?

Identyfikacja potrwa sześć tygodni.
Wcześniej zaczną krążyć głupie dowcipy.

Jaka to potworna śmierć.

A ci, którzy zostali, kiedy się dowiedzieli? Jak?

Z radia? Z telewizji? Zanim zadzwonił do nich marszałek? Potem włączyli, w sam raz na obrazki z katastrofy?

To się w ogóle dzieje naprawdę?

Dwa

Wojsko.

TVN24: Wojskowi wykluczają, że doszło do zamachu.

Na pokładzie byli wszyscy.

Generał Petelicki: To nie powinno się wydarzyć. Rzeczą absolutnie niedopuszczalną jest to, żeby na pokład jednego samolotu weszło całe dowództwo wojska polskiego. Jestem autentycznie przerażony. To nie wróg dokonał na nas ataku. To my sami.

Na antenie ludzie płaczą.

Dużo skojarzeń.

Sikorski.
Kennedy.

Dlaczego tam byli wszyscy?

Zastępcy przejmują funkcje dowódców.
Dowódców - czyli tych najlepszych, najbardziej doświadczonych. Tak przynajmniej wskazuje logika.

Co, gdyby teraz jakiś nasz wewnętrzny ktoś chciał przejąć władzę?

Co, gdyby wjechały cudze czołgi?

Pokolenie moich rodziców bało się przede wszystkim jednego: wojny.

Moje pokolenie zna ją z opowiadań.

Za to żadne pokolenie przed nami nie przeżyło TEGO.

W dniu obchodów Katynia, gdzie zamordowano nam dwadzieścia tysięcy oficerów.
Teraz - generałowie.