Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 października 2012

Tylko poważne oferty, czyli poezji ogłoszeń cd

Dziś tylko cytat. Jeden, za to długi. Ubawił mnie do łez.

Żródło: Gumtree, oczywiście.

"Poszukujemy osób do stałego pisania tekstów.

Praca ma charakter dorywczy/dodatkowy. Polega na systematycznym pisaniu artykułów tekstowych na wybrany temat.

Wymagania:

- Umiejętność pisania poprawnych stylistycznie tekstów (bez błędów ortograficznych),
- mile widziane zainteresowanie tematyką modową
- dostęp do komputera i internetu,
- wolny czas,
- kreatywność i pomysłowość,
- odpowiedzialność,
- miejsce zamieszkania (Kraków, okolice),
- znajomość języka angielskiego będzie dodatkowym atutem.

Oferujemy:

- elastyczność pracy,
- 3/4 zł za 1000 znaków (w zależności od artykułu),
- więcej szczegółów na e-mail.

Czekamy na poważne oferty."

Normalnie ubaw po pachy.
Chyba nawet w Oferii są wyższe stawki, choć wydaje się to niemożliwe.



sobota, 9 października 2010

Źle kończąca się historia

Od ładnych paru miesięcy zawodowo czytam kryminały.

Wcześniej kryminalno-sensacyjna literatura była dla mnie li i jedynie rozrywką. Do tego byłam dość wybredna i ograniczałam się do kilku nazwisk. Tak się jakoś składało, że raczej tych dużych: czytałam Forsytha, Ludluma - i przede wszystkim Agatkę Christie. Oraz Arthura Conan-Doyle'a.

Innych próbowałam co jakiś czas - i wracałam do starych, dobrych przyjaciół.

Teraz czytam wszystko.
Muszę.

Na początku dopadła mnie bijąca ostatnimi czasy rekordy popularności kryminalna literatura skandynawska. Mroczna, pełna seryjnych morderców lub patologii społecznych, które są poruszane przy okazji kryminalnej intrygi - a czasami odwrotnie. Zdecydowanie nie są to książki, które człowiek czyta dla rozrywki w miłe, niedzielne, słoneczne popołudnie. Bardziej odpowiednim miejscem do czytania ogólnie pojętych Skandynawów jest ciemna, wilgotna piwnica.

Później musiałam się zmierzyć z polską powieścią sensacyjną. Co gorsza, z debiutantami, którzy nie trafili na dobrych redaktorów w małych wydawnictwach zajmujących się zazwyczaj czymś zupełnie innym (podręcznikami, poradnikami, historią...).
Ech.

Wiecie, po czym można poznać polską powieść sensacyjną?

Po pierwsze - ma przynajmniej sześćset stron. Można by spokojnie wykreślić połowę (na co mam czasami wielką ochotę) - i mielibyśmy zwartą i dynamiczną, trzymającą w napięciu opowieść.
Po drugie - jeśli autorem jest facet - na pewno będą tragicznie skonstruowane postaci kobiece. A o scenach erotycznych w ogóle szkoda wspominać.

Lista błędów, popełnianych przez polskich autorów, rosła wraz z listą przeczytanych (uważnie, bo recenzencko) książek. Po pół roku nabrałam dzikiej ochoty, by napisać własny kryminał. Zdążyłam go nawet zacząć.

A jeszcze później przeżyłam coś, co można nazwać "kryzysem happy-endu".
Otóż zapragnęłam przeczytać kryminał, sensację, thriller - wszystko jedno - który kończyłby się ŹLE.
W którym bohater nie zwycięża.
W którym detektyw nie triumfuje.
W którym morderca umyka pościgowi i szkodzi nadal.
W którym agent wywiadu, który podczas narracji przestał nim być, nie odpływa łódką na małą wyspę na końcu świata z ukochaną kobietą u boku.
W którym główna postać ginie.
W którym ład, naruszony na początku przez zbrodnię, nie zostaje przywrócony, do cholery!

Wczoraj, dla odtrutki po zupełnie nieudanej biografii Larssona, przeczytałam sobie "Tajemnicę Siedmiu Zegarów" Agatki.


Przeczytajcie.
Zrozumiecie, co znaczy "królowa kryminału".

poniedziałek, 3 maja 2010

Wszyscy jesteśmy... manipulowani

Smoleńsk wciąż nie wychodzi ludziom z głów.
Media ciągle wracają do tematu.

Mnożą się podejrzenia, podziały ponad jednością. W zasadzie nie wiadomo, co było prawdziwe: ten ogólnopolski płacz nad trumnami, czy natychmiastowy powrót do starych politycznych kłótni.

Jak bardzo - albo jak mało prawdziwe jest to, o czym media mówią teraz? Ciekawe, czy nasze zmanipulowane pokolenie, zdumione sprawą zdjęć prezydenta, zastanawia się nad tym.

Niektórzy żałują, że nasza narodowa jedność trwała tak krótko, była tak nietrwała.

Ale przecież nic w tym dziwnego. Polityka zawsze dzieli. Musi dzielić, gdyby nie dzieliła, oznaczałoby to, że coś jest nie w porządku. Polityka bierze się z poglądów; naszych, konkretnych, jednostkowych poglądów. Poglądy biorą się z naszych przekonań, z hierarchii wartości, z kwestii, w których niemożliwy jest kompromis.

Tylko media próbują nas przekonywać, że powinno być inaczej.

A może tylko mi się wydaje?

A wydaje mi się wiele rzeczy. Zwłaszcza w tych sprawach, którymi bliżej się nie interesuję. Wydaje mi się, że to, co słyszę, czytam, oglądam - jest prawdziwe. Chociaż nie potrafię podać żadnych racjonalnych argumentów.
Gdzieś z tyłu głowy słyszę szepty: że PiS to zestaw oszołomów, SLD nie jest takie złe, lepsi skorumpowani lobbyści niż faszystowski prawicowy IPN, a Komorowski jest najlepszym kandydatem na prezydenta. Geje są w porządku i należy im pozwolić, na co mają ochotę, a nie przezywać od pederastów. Kościół zamiata pod dywan, każdy proboszcz jeździ mercedesem, a biskupi - no, wiadomo co. Papież jest zbyt konserwatywny, feministki prześladowane, Tusk prowadzi racjonalną politykę przyjaźni z Rosją i mamy świetnych dziennikarzy śledczych.

Tak a propos - lepszy tydzień temu odbyła się w Genewie szósta światowa konferencja dziennikarstwa śledczego.

Poza Stanami i większością ustabilizowanych państw Zachodu, przyjechali dziennikarze śledczy z Nigerii, Ghany, Iraku, Jemenu, Serbii, Bośni i Hercegowiny, Wietnamu, Panamy, Chin, Meksyku, Pakistanu, Ukrainy, Słowacji, Salwadoru, Kongo, Kenii, Somalii,Ugandy, Paragwaju, Ekwadoru i Albanii.

Gościem specjalnym był Roberto Saviano.

Z Polski nie było nikogo.
I nie przypuszczam, żeby nieprzekraczalną barierę stanowił język.

wtorek, 26 stycznia 2010

Klinika słuchania. Monolog Anety.

Siedzi przy kawiarnianym stoliku, palce wybijają na ciemnym drewnie niespokojny rytm.

- Widzę, jak moje życie przemija, i nie mogę nic zrobić. Starzeję się. Wczoraj odkryłam, że mam zmarszczki. Miałam je już wcześniej, ale odkryłam je wczoraj, i wczoraj poczułam się, jakbym umierała, rozumiesz? - nachyla się do mnie, patrzy mi prosto w oczy.

Przez chwilę patrzy na swoje dłonie, jasno odcinające się od stolika.

- Nienawidzę cudzych pomysłów na moje życie. Jak ktoś mi mówi, co mam robić. Chcę robić w życiu to, co ja uznam za dobry pomysł, godny uwagi, wiesz? Chcę robić to, co sama wymyślę. Ale nie wiem jeszcze, co to będzie. Nie mam pomysłu na własne życie.

Poprawia się na krześle. Kelnerka przynosi kawę; bierze z jej rąk niebieską filiżankę i upija łyk.

- Taka niebieska nie pasuje do kawy, nie sądzisz? Ty wiesz w ogóle, że ja nie mam normalnych znajomych? Nie mam, no nie mam, wszyscy moi znajomi to świry. Pojechani. Piją, a jak nie piją - palą, a jak nie palą - mają sto tysięcy teorii spiskowych, odkrywają, że są pedałami - a może ja nie powinnam tak mówić, tylko gejami, co? No, nieważne. Nie biorą życia poważnie, tak mówi moja babcia. Nie biorą życia poważnie. Bo się nie da, nie sądzisz? I normalnych to ja nie mam. Takich, co to dom, praca, obiad ciepły w normalnej porze, telewizja, spacer z psem czy tam coś. Oni wszyscy jacyś tacy są, nieszablonowi. Nieprzystający do rzeczywistości.

Słodzi resztkę kawy, miesza, dzwoniąc łyżeczką o brzegi filiżanki.

- Szukałam pracy. Ale nic mi się nie podoba, wiesz, jak to jest - boisz się zaryzykować. Jak ja chcę tańczyć, to nie mogę robić nic innego. Tylko tańczyć. Jak nie tańczysz, nie ćwiczysz - wypadasz z obiegu. Mogłabym gotować. Mogłabym się dziećmi zajmować, mam wprawę. Mogłabym angielskiego uczyć, czeskiego. Ale co z tego, jak ja chcę tańczyć? Pracuję teraz chwilowo jako niańka, bo tak się trafiło. Ale kasa z tego jest. Rzuciłabym to w cholerę, ale nie wiem, czy będę miała za co żyć, więc się trzymam tej pracy, i nie mam czasu tańczyć. I idzie mi coraz gorzej. Boję się postawić wszystko na jedną, jak to się mówi, kartę. Bo co, jak nie wyjdzie? Co ja wtedy zrobię?

Zaczyna dzwonić telefon, schowany w jej małej, czerwonej torebce. Schyla się, wyjmuje go i wyłącza.

- Niech dzwoni. I tak nie odbiorę. I nie oddzwonię, bo nie mam za co.

sobota, 9 stycznia 2010

Poezja ogłoszeń, czyli pamiętnik zbiorowy

Jak odróżnić poezję od prozy?

Bardzo prosto.

W poezji zamiast kropek używa się wielokropków.
Na wielokropki składają się: trzykropki, czterokropki oraz pięciokropki.

Zwłaszcza, jeśli jest to poezja zamieszczana w kategorii "Wyznania" na pewnym popularnym portalu społecznościowym.

Można ją podzielić na trzy gatunki:

1. poezja zawodów miłosnych.

"Dziękuję za te 11 miesięcy

...za to, że dane mi była Ciebie spotkać... Nie rozumiem, i nie zrozumiem zapewne nigdy, dlaczego rzuciłeś mnie w tak okrutny sposób...Myślę, że będę do Ciebie tęskniła całe życie... Pewnie dziecko będzie miało Twoje oczy.....Dlaczego nas zostawiłeś... Chcę, żeby ten ból już minął... "

"Wyznaję...

....że już nigdy nie zakocham się w motocykliście...nigdy... "

Albo:

"Powolne odchodzenia...

Teraz już wiem, jak bardzo można umierać z niespełnionej miłości...
Wyję z bólu..."


2. poezja poszukiwania kogoś, kto może sprawić zawód miłosny.

Prawie bez wielokropków. Lepiej nie ryzykować.

"Drożdżowiec

Wyznaję, że upiekłam dziś pysznego drożdżowca i wyszło mi go trochę za dużo, więc się z kimś podzielę, zainteresowanych proszę o kontakt .......@o2.pl."

"Wyznaję, że ciągle czekam... w poczekalni, jaką jest życie. Stojąc, biegnąc, moknąc, jedząc, śpiąc - czekam na Ciebie.
Cierpliwa."


Oraz konkretniej:

"Czarnólko [pisownia oryginalna] ze sklepu Domator... śliczna jesteś"


"Spłuczka

A ja wyznaję szczerze, że jak wkrótce nie poznam jakiejś fajnej panny, to powieszę się na spłuczce, co będzie niemiłosiernie trudne, gdyż mam dolnopłuk."

3. poezja refleksji po zawodzie miłosnym.

"Wyznaję, że nie znoszę dziewczyn, dla których jedną z najważniejszych rzeczy jest kasa u faceta.
A szczególnie tych z nich, które udają, że im chodzi o dobre serduszko/ ciekawą osobowość/ pomysłowość/ poczucie humoru.
Oby sczezły, blachary."

„Wielki ból zastępuje rutyna cierpienia"

"...żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać
z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła, albo że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw..."

"Nie palcie mostów

Skrzywdziłem kobietę, którą pokochałem. Bo moja duma poczuła się urażona. Spaliłem wszystkie mosty za sobą, nie bacząc na to, że część mnie została po drugiej stronie. Liczyłem, że to pomoże, ale dalej wyję, gorączka nie przeszła.
Zachowałem się jak dupek, nie róbcie tego!"


Oczywiście, występują gatunki mieszane.

"wyznaję...

że to był jeden z najgorszych Sylwestrów w moim życiu i bardzo bym chciała, żeby już więcej się nie powtórzył.... może ktoś o podobnych odczuciach pomoże mi to zmienić."

"Ciekawość...

Wyznaję, że wątpię w skuteczność tego serwisu, ale wciąż mam nadzieję na odnalezienie tutaj kogoś ciekawego. Ale to chyba graniczy z cudem, łatwiej jest znaleźć igłę w stogu siana. Niestety, chyba prawdą jest to, że "wszyscy fajni są zajęci". Nie wiem, dlaczego na co dzień spotykam niemal tylko nie mających taktu półgłówków. Gdzie się podziali mężczyźni kulturalni, inteligentni, z zasadami, szanujący kobiety? Mam dość."



Jest też proza.

"Wyznaję, że mam kaca".

I niżej:

"Dołączam do kolegi".

Oraz:

"Wyznaję, że prawdą jest, że tchórzostwo jest największą ułomnością człowieka. "

I jeszcze przebój na sto dwa:

"Nauki przedmałżeńskie - facet poszukiwany

Wyznaję, że nie mam problem, gdyż przed ślubem muszę ze swoim narzeczonym odbyć nauki przedmałżeńskie, a on teraz nie mieszka w Krakowie i nie mamy jak tego zaliczyć.

Cholera... w najgorszym wypadku będę musiała znaleźć jakiegoś chłopaka, który będzie chodził za mojego narzeczonego... "

A potem:

"Faceci to dupki

a jak ktoś mi udowodni, że się mylę, to postawię mu piwo."



I na koniec - poetycki komentarz.

"Wyznaję...

że na tym gumtree wszyscy są k*rwa poetami..."

Widzieliście? Wielokropki! Bezbłędne zastosowanie zasad!

niedziela, 22 listopada 2009

Kąkolewski My Love

Realizuję listę lektur.
Ach.
Same perełki. W tym jedna pokaźnych rozmiarów: mistrz Krzysztof.
Książki trudno osiągalne, co tylko dodaje uroku poszukiwaniom i lekturze.

W latach 70-tych i 80-tych wydawały go "Iskry", "Czytelnik", kilka książek wypuściło na rynek "Wydawnictwo Literackie" i "Książka i Wiedza". W 1960 roku zbiór opowiadań "Sześciu niewidzialnych" wyszedł nawet
w Wydawnictwie Ministerstwa Obrony Narodowej - po sąsiedzku z "Biblioteką Żółtego Tygrysa", wydawaną od 1957 do 1989 roku. [Sic!]

Teraz wydaje go "Von Borowiecky", firma, która - jak napisał rozczarowany wydawnictwem Wojciech Piotr Kwiatek - wypuszcza "różne, lepsze lub gorsze książki, których nie chce - z powodów czasem politycznych, a czasem po prostu merytorycznych, wydać nikt inny". W przypadku Kąkolewskiego w grę wchodzi pierwszy powód: mówi prawdę.

Nowsze książki, których nakład jeszcze się nie wyczerpał, i wznowienia ("Generałowie giną w czasie pokoju", "Diament odnaleziony w popiele", "Mięso papugi", "Zbrodniarz, który ukradł zbrodnię") można gdzieniegdzie dostać. "Zbrodniarz..." pojawił się nawet na półkach Empiku. Starsze czasami można znaleźć w bibliotekach, dużo rzadziej -
w antykwariatach. Na hasło "Kąkolewski" bukiniści kręcą głowami i mówią: - O, tego to już dawno nie miałem!

Wyjątkiem okazuje się katowicki dworcowy antykwariat. Nauczona doświadczeniem, nie szukam na próżno wśród książek spiętrzonych w stosy na stole i poupychanych na półkach, ale pytam od razu.
- Kąkolewski? - powtarza jeden z trzech panów stojących za ladą - A czego pani potrzebuje?
- Wszystkiego - mówię.
- Był "Umarły cmentarz", ale poszedł - informuje mnie drugi.
Trzeci, w moim wieku, zastanawia się chwilę.
- Krzysztof Kąkolewski? - upewnia się. - A, to jedna jest. Do domu wczoraj wziąłem.

Niebywałe. Ktoś czyta Kąkolewskiego.
Sprzedawca z Katowic okazuje się nie być w tym osamotniony. Kilka dni później do naszej księgarni wkracza pani w średnim wieku. Pyta o "Wydanie świętego Maksymiliana w ręce oprawców". Wychodzi z pustymi rękami: od wydania w 1989 roku książka nie była wznawiana.

Źródło wiedzy mojego pokolenia, Wikipedia, pod hasłem "Krzysztof Kąkolewski" podaje: "Czołowy współczesny polski przedstawiciel literatury faktu, znany z poruszania tematów bulwersujących i kontrowersyjnych".

A my myślimy, że kontrowersyjny jest Biedroń, Palikot albo Witkowski. Bo o Kąkolewskim w mediach nie słychać. Przecież Laur SDP dostał dopiero
w zeszłym roku, trzy lata po Kapuścińskim. Nota bene, w wieku 78 lat.

Krystyna Mokrosińska powiedziała w laudacji: "Rzetelność dokumentacyjna, otwarcie na rozmówców, do których mógłby przecież czuć nienawiść, precyzyjna analiza zebranych faktów, opinii stanowią wzorzec dziennikarstwa śledczego."

I nie ma co liczyć na to, że Agora S.A. wykupi prawa do wszystkiego, co napisał, i wyda serię "Kąkolewski" - tak, jak to się stało z Kapuścińskim i Lemem. Po pierwsze - Kąkolewski żyje i ma jeszcze dużo do powiedzenia. Po drugie - raczej im nie po drodze.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Wypisy ze Sparka

[Dziennikarstwo śledcze. Studium techniki. David Spark]

"Nie sądzę, żeby ktoś mógł uprawiać ten zawód, jeśli nie ma obsesji na tym punkcie." [David Murphy]

"U reporterów śledczych można zauważyć pewne podobieństwo temperamentów. Przeważnie są to ludzie zapalczywi, nadpobudliwi i dziwaczni. Mają tendencję do zagłębiania się w bardzo mroczne zakamarki." [Paul Halloran]

"Dziennikarstwo śledcze odrzuca instynkt stadny." [David Spark]

"Rzetelne dziennikarstwo śledcze to kosztowna, frustrująca i samotna harówka. Nawet rzadko spotykany sukces przynosi reporterowi śledczemu tylko nieprzyjemne epitety: zostaje określony jako obsesyjny
i niebezpieczny." [Tom Bower]

"Ludzka życzliwość jest czynnikiem najbardziej korumpującym." {Matthew Paris]

David Spark, autor książki, korzystał z pomocy pięćdziesięciu siedmiu dziennikarzy, którzy zgodzili się z nim rozmawiać.

Mowa tu, rzecz jasna, o brytyjskich dziennikarzach. W polskich warunkach to trudne do zrobienia. Wątrobę ma się przecież tylko jedną.

sobota, 6 czerwca 2009

Wciąż przed obroną

piszę.
i piszę.
i jeszcze piszę, a w przerwach jem, śpię, i poprawiam, co napisałam.
aha. i jeszcze piszę.
oraz czytam.

nie piję.
gram w MadNumbers, to wystarcza.

wciąż pamiętam, jak się nazywam.
uważam to za sukces.

wtorek, 5 maja 2009

Prawda prywatna

Napisałam wiersz.


Pokazałam go M.
M. ucieszyła się: "Fajny. Ja też mogłabym taki napisać"

Wysłałam go W.
W. napisał:
"Ciekawy, zapada w pamięć. Dobry"

Potem wysłałam go do K.
Przysłał mi sms:
"Jest jak opowiadanie z magazynu "Mały Podróżnik"

Ostatni widział go S.
Powiedział: "Miłe, bo lekkie"



Zrobiłam kilka zdjęć.


Pokazałam je M.
Wybrała dwa najlepsze. O trzecim powiedziała, że go nie rozumie; czwarte było źle wykadrowane.

Pokazałam je K.
Za najlepsze uznał te, które nie podobały się M.
O innych powiedział: "Banalne".

Wysłałam je do W.
Odpisał:
"Tylko jedno nieco mnie zafrapowało, inne nieme, nie mają mi nic do powiedzenia".

To jedno nie podobało się ani M., ani K.