Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jesień. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 października 2010

Czas zwolnił

No proszę.
Wystarczyło tylko wyjechać z Krakowa.

Na prowincji życie toczy się leniwie.
Kot przychodzi przytulić się w nocy.
Budzi mnie słońce.
O jedenastej rano ulice są puste.

Praca idzie szybciej. I spokojniej.
Nawet służbowych maili dostaję mniej.
Wszystko w ogóle zajmuje mniej czasu.

Drzewa szumią za oknem.
Poza tym szumi co jakiś czas silnik samochodu, rano pieje kogut, trzaskają drzwi u sąsiadów.
Gwiżdże czajnik.

Nie ma tramwajów.
Nie ma telewizora.
Nie ma paskudnych szklanek ARCOROC.

Jest spokój, podszyty pierwszą jesienną melancholią.

środa, 29 września 2010

Serce w rozterce

Przychodzi facet do kardiologa. Ma kłopoty z sercem.

- Dużo kawy pan pije?
- Trzy filiżanki dziennie.
- Proszę zamiast kawy pić czerwoną herbatę.

Facet przychodzi za dwa tygodnie. Stan bez zmian.

- Przestał pan pić kawę, jak zaleciłem?
- Przestałem.
- A do pracy daleko?
- Niedaleko.
- To niech pan zacznie chodzić na piechotę.

Przychodzi facet po miesiącu. Serce coraz gorzej.

- Kawę pan pije?
- Nie.
- Na spacery chodzi?
- Chodzę.
- Niech będzie, dam panu tabletki na nadciśnienie.

Przychodzi facet po kolejnym miesiącu. Tabletki nie działają.

- A w pracy się pan stresuje?
- Jestem księgowym w dużej firmie.
- Niech pan zmieni pracę.

Przychodzi facet po pół roku, zrelaksowany, wygląda dobrze - a serce dalej nie w porządku.

- No to ja już nie wiem, co panu jest. Niech mi pan opowie, jak wygląda pana dzień.
- Zwyczajnie! Wstaję rano, piję z żoną herbatę, łykam tabletki, spacerkiem idę do nowej pracy, po drodze kupuję gazetę...
- Jaką gazetę?
- Wyborczą...

Puenta:

Według przeprowadzonych ostatnio badań obniżył się wiek zgonu wśród czytelników dzienników. Prenumeratorzy National Geographic żyją kilka lat dłużej.

poniedziałek, 2 listopada 2009

Wszystkich Śniętych

PLENER. WIEJSKI CMENTARZ - DZIEŃ.


Jest południe. Słońce oblewa złotym blaskiem kamienne krzyże, które wydają się nierzeczywiste, bo nie rzucają cienia.


Wśród tych krzyży i płyt nagrobnych zastawionych wymyślnymi zniczami
i donicami z chryzantemami we wszystkich kolorach przewijają się grupy rodzinne: ojcowie w krótkich płaszczach z postawionymi kołnierzami, matki odziane odświętnie, młodzież męska wciśnięta w garnitury i bardzo z tego powodu niezadowolona, młodzież żeńska, podkreślająca swą żeńskość wszelkimi możliwymi sposobami.


Śmieją się, rozmawiają, nudzą, witają i żegnają, liczą, ile wydali na znicze, umawiają się na herbatę. Od czasu do czasu zapalają od niechcenia znicz.


Tak mógłby wyglądać początek scenariusza do filmu o polskich katolikach.

Tak. Dobrze napisałam. Katolikach.

Mimo, że uważamy Wszystkich Świętych za najsmutniejsze święto
w roku, bo przecież nie ma nic optymistycznego w śmierci.

A przecież to nie Święto Zmarłych.

Mimo, że coraz częściej nie wiemy, po co właściwie przyszliśmy na cmentarz. Jeszcze tylko znicze dają nam poczucie bezpieczeństwa. Obstawiamy wszystkie groby. Potem szybki znak krzyża, ponure pochylenie głowy nad grobową rzeczywistością, odczucie ulgi (jeszcze nie ja), i już.

A przecież nasi zmarli tak potrzebują modlitwy.

Na czym polega problem?

Na tym, że odziedziczyliśmy nasz katolicyzm po babciach, które odwiedzamy na cmentarzu.
Odziedziczyliśmy - i nie bardzo wiemy, co z tym fantem zrobić.
Tacy jesteśmy, my, polscy katolicy.

Wszyscy Śnięci - spółka z o.o.

niedziela, 13 września 2009

Przesilenie jesienne

W poszukiwaniu pewnego numeru telefonu przejrzałam swoje notesy.

Jest ich już trochę, bo notes wydał mi się podstawą dziennikarstwa, więc gdzie tylko mogę, nabywam notesy. W zaopatrzeniowca bawi się też O.H., znajdując nie wiadomo gdzie Dokładnie Takie Jak Trzeba Egzemplarze.

Oczywiście, notesy i zeszyty kupowałam nałogowo już wcześniej, ale teraz zaczęłam je WYKORZYSTYWAĆ.

No i przejrzałam te zapisane i ustawione w rządku na górnej półce.

Ileż tam jest różnych pomysłów!

Projekty, które chciałabym zrealizować, liczne tematy reportażowe, strony internetowe do przejrzenia, numery do ciekawych ludzi, inicjatywy, które fajnie byłoby zacząć, spotkania, które mogłyby się odbyć, hasła sytuacyjne, szkice opowiadań, zarysy komiksów.

A mnie się nie chce nic. Najchętniej wychodziłabym rano do pracy, wracała po południu, piekła ciasto dla K., czytała książki, jeździła w góry.

Żadnych ambitnych projektów.
Żadnych dedlajnów.
Żadnych egzaminów, nudnych wykładów, prac domowych na ćwiczenia.
Żadnego angażowania się w interesujące inicjatywy.

"Zwyczajne życie". Ot, co.